RSS
wtorek, 23 sierpnia 2016
Książki, morze i ... orzeł!

Wczoraj rano wróciłam z Sopotu. Kolejny raz, miałam okazję wzięcia udziału we wspaniałym festiwalu Literacki Sopot. Ściślej rzecz biorąc - stworzyłam sobie taką okazję i dobrze wykorzystałam. Program był tak wypełniony, że nie sposób tego ogarnąć, ale sztuka wyboru to umiejętność, którą warto ćwiczyć. Z radością chodziłam na spotkania z pisarzami na Kulturalnej Plaży Trójki (byłam na trzech:
z Marcinem Kołodziejczykiem, Justyną Kopińską, Katarzyną Bondą). Wzięłam udział w warsztatach "Zapisane w chlebie" w Muzeum Sopotu, dzięki czemu chałka (którą często jadam) ma dla mnie nowy, niezwykły smak! Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o tym wypieku. Z radością przesiadywałam na festiwalowych leżaczkach, zwłaszcza w Parku Książki, gdzie zachwycił mnie pięknie nakryty stół:

W tym parku była świetna akcja zbierania cytatów. Każdy mógł poczytać, jakie cytaty są ważne dla innych ludzi i dodać coś od siebie. Jako wielbicielka cytatów - specjalnie się przygotowałam i wybrałam z notatkami. ;)
W sobotę wzięłam udział w grze miejskiej, polegającej na odnalezieniu miejsc związanych z sopockimi Żydami. Tym sposobem już wiem np. gdzie jest cmentarz w Sopocie. W tym cmentarz żydowski. W poszczególnych punktach do których docierali uczestnicy gry, czekali wolontariusze i zanim otrzymało się pieczęć zatwierdzającą zaliczenie punktu - trzeba było wypełnić zadanie. Jakież było moje zdziwienie, gdy w punkcie na Monciaku usłyszałam: "Proszę zrobić zdjęcie z orłem!". Po chwilowym zawieszeniu w stanie: "Ale, jak to?!", w którym to stanie zapomniałam, że mam orła m.in. na monetach, okazało się, że stoję przy budynku apteki "Pod orłem". W tejże aptece na ladzie znalazłam takiego orła:

Pracownicy musieli być nieco zdziwieni jego jednodniową, wzmożoną popularnością, jako obiektu do fotografowania. ;)

Byłam również w Sopotece na ciekawym spotkaniu dotyczącym blogów książkowych i nowych form popularyzowania czytelnictwa. Dało mi to dużo do myślenia.

W pensjonacie, gdzie mieszkałam, było fajne patio. Przyjemne miejsce do czytania:

Poza tym, w Sopocie, gdzie się człowiek nie obróci widzi coś ciekawego. ;)

W pokoju hotelowym miałam bardzo duży wybór kanałów telewizyjnych, a na jednym z nich w weekend był maraton serialu "Przyjaciele". ;) Uwielbiam ten film, więc super było nocą przypomnieć sobie stare, dobre czasy, gdy oglądałam go pierwszy raz.

Pozostały wspaniałe wspomnienia. Powrót do rzeczywistości jest trudny.

12:42, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 sierpnia 2016
Ahoj!

Niedawno w sklepach Tchibo była fajna kolekcja rzeczy w stylu "marine". Bardzo spodobała mi się prostota i urok powyższych kubeczków. ;)
Nabyłam komplet skarpetek z tej serii i przed chwilą wylądowały w walizce.

(zdjęcia pochodzą ze strony sklepu Tchibo).

Jutro rozpoczyna się festiwal Literacki Sopot. Jutro o tej porze będę nad morzem! ;) Miło mieć taką perspektywę!

Tagi: sopot
17:22, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Pozory mylą

Ten sierpniowy weekend, spędziłam między innymi, na Jarmarku Jagiellońskim. Pooglądałam piękne stoiska z rękodziełem, zachwyciłam się ceramiką i haftami, pięknymi sierpniowymi bukietami. Przywiozłam trzy czasopisma: "Weranda Country", "Sielskie Życie", "Sielska Kuchnia". W ramach promocji, można było otrzymać ich starsze numery. Miło jest popatrzeć zwłaszcza na przepiękne zdjęcia.
I chociaż nie marzę o domku na wsi - docenić urok potrafię. ;)
W sklepie drugiej szansy, kupiłam parę dni temu książkę o której głośno było, gdy została zekranizowana:

O dziwo - nie oglądałam filmu (z czego bardzo się cieszę, bo wolę najpierw czytać książki, a potem oglądać filmy, które powstały na ich podstawie). Czytałam mnóstwo tekstów o tym filmie, recenzji, wywiadów, ale uznałam, że mnie nie zainteresuje. ;)))))))))) Kulinaria nie są moim hobby, chociaż jestem smakoszem. Owszem, lubię jeść dobre rzeczy, pójść do fajnej restauracji, na Targ  Śniadaniowy, czy kiermasz z regionalną żywnością. Oglądam "Kuchenne rewolucje" i "Ugotowanych". Wyszłam jednak z założenia, że historia dziewczyny, która postanawia w ciągu roku wypróbować wszystkie przepisy kulinarne ze starej książki kucharskiej i będzie opisywać to na blogu - to nie dla mnie. Pozory mylą! Mogłam się tego domyślać, bo przecież podobał mi się film pt. "Ratatuj", a też na logikę: kucharz - szczur - teoretycznie nie powinien specjalnie mnie zainteresować. ;) Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zaczęłam dziś czytać tę książkę, miałam sceptyczne podejście, a jestem już w połowie. To o czymś świadczy. ;)
Dobrze, że mam w perspektywie pyszny obiad i tartę malinową do kawy, bo nie jest to lektura, którą polecałabym komuś na diecie. ;) Przynajmniej, nie temu, kto ma wyobraźnię.
Na koniec mały cytat z książki:

"Nikt z nas nie wie na pewno, do czego jesteśmy stworzeni, ale jeśli jesteśmy stworzeni do wspólnego siedzenia, jedzenia i cudownej zabawy, to zupełnie wystarczy".

wtorek, 09 sierpnia 2016
Lekcje uważności

Czytam sporo tzw. prasy kobiecej. Ostatnio, dość często trafiałam na teksty
o uważności (o specjalnych warsztatach uważności, poradnikach na ten temat itp). Świetną lekcją uważności jest przebywanie z dziećmi. Miniony tydzień był dla mnie okazją dostrzegania m.in. wszystkich motylków w okolicy, uważnego oglądania łatek mijanych psów itp. To bardzo relaksujące! ;)

W tak zwanym międzyczasie, przeczytałam dwie książki:

Obie są dość dobrymi książkami na wakacje - na tyle intrygują i wciągają, że na jakiś czas zapominasz o wszystkim wokół. W obu przypadkach, zakończenie mnie nieco zawiodło, ale zanim do niego dotarłam - miałam ochotę przewertować strony, aby rozwikłać tajemnicę. ;) A to dobrze świadczy o treści i umiejętności budowania napięcia.
Obie książki, niejako przy okazji, dotykają problemu społecznego postrzegania osób, które mają jakieś problemy psychologiczne. W pierwszym wypadku - chodzi o trudności w przystosowaniu się do roli matki, w drugim o żałobę.
Było coś dla ducha, pora na coś dla ciała. Jeśli lubicie smak różany, to polecam Wam jogurt z Lidla w letnim smaku o wdzięcznej nazwie "malinowa róża" ;).

niedziela, 31 lipca 2016
Jesteś szczęśliwa?

Byłam w kinie, na nowym filmie Tomasza Wasilewskiego. Jego poprzedni film - "Płynące wieżowce", zrobił na mnie duże wrażenie. Sam reżyser, wydaje mi się interesującym, poszukującym twórcą. Z przyjemnością czytam wywiady, jakich udziela.
"Jesteś szczęśliwa?" to kluczowe pytanie, jakie zadaje jedna z bohaterek "Zjednoczonych Stanów Miłości".
To jeden z tych filmów, który zapamiętam na długo. Wyrazisty. A jednak, nie odważyłabym się polecić go nikomu. Nie tylko dlatego, że nie jest relaksującym, kolorowym obrazem na weekend... Nie dlatego, że nie każdy akceptuje naturalistyczne sceny seksu i nagość bez retuszu. Bardziej dlatego, że refleksje do których ten film skłania mogą być gorzkie...

W najnowszym numerze "Pani" jest wywiad z Tomaszem Wasilewskim. Opowiada w nim o wielu swoich przeżyciach z dzieciństwa. Jedno ujęło mnie szczególnie. Wspomina sąsiadkę, która przychodziła do jego mamy codziennie o godzinie 12.00. na kawę. Podkreśla, że pijąc kawę właściwie o niczym szczególnym nie rozmawiały. Po prostu siedziały przez chwilę ze sobą. Fajnie jest przypomnieć sobie o tym, że jest wiele piękna w takim zwykłym posiedzeniu przy kawie. Nawet, jeśli spotkaniu nie towarzyszą wielkie emocje, wiekopomne dyskusje. Jak w tym słynnym skeczu kabaretowym z Maciejem Stuhrem - "Siedzimy, nic się nie dzieje..." ;).

13:54, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2016
Lecisz!

Każdy blog jest moim zdaniem "listem w butelce". Nigdy nie wiadomo, kiedy i gdzie, ktoś dotrze do treści, którą nadaliśmy... Co fenomenalne - dotyczy to w równym stopniu wszystkich blogów i tych profesjonalnych, których autorzy zarabiają na blogowaniu i tych malutkich, niszowych, na które systematycznie zagląda garstka osób.

Dlatego, czasem, gdy natknę się na coś wartościowego - bardziej świadomie,
niż zwykle - wrzucam do blogowego morza "list w butelce" - z nadzieją, że wyłowi go kiedyś ktoś, komu się przyda. Dzisiaj, będzie to piękny i mądry cytat z wywiadu, jakiego Xawery Żuławski udzielił, jakiś czas temu "Urodzie Życia". Co więcej, mam świadomość, że kiedyś te słowa - mogą się przydać także mnie samej.
Oby, jak najpóźniej!

"Wiem, że stan osierocenia po śmierci rodziców można odczuwać jako pustkę, ale ja powtarzam: "Nie idź w tę pustkę! Po co ci ona? Chcesz wpadać w ten wir? Przyjdzie czas śmierci i będziesz się wtedy z tą śmiercią całować, zastanawiać się co to jest i dlaczego. A dzisiaj? Zostawili cię z życiem. Wypuścili cię w świat tak do końca. Oni odpadają, a ty lecisz. Miłość jest, kochamy się, znamy się, mamy te obrazy siebie i cóż więcej chcesz?"

17:52, kardamonowa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 lipca 2016
Wakacyjne przyjemności

Przed chwilą w Faktach oznajmiono, że mija półmetek wakacji. ;) Wolę myśleć
o tym, że zostało ich jeszcze całkiem sporo.
Jedną z wielu, bardzo wielu, wakacyjnych przyjemności są dla mnie zakupy
na targu. Prawie codziennie chodzę po kwiaty, owoce i warzywa i muszę przyznać,
że kolorowe stragany w lecie są po prostu przepiękne.
Ponieważ, mam teraz sporo wolnego czasu, odkrywam różne nowe możliwości. Zainteresowałam się liternictwem, czy jak kto woli typografią.
W czerwcu byłam na kilkugodzinnym szkoleniu "z pisania". A w tym tygodniu, kupiłam ciekawą książkę na ten temat i mam zamiar trochę poćwiczyć.

19:37, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lipca 2016
Wilk syty i owca cała...

Czy można napisać książkę na kontrowersyjny temat, tak by docenili ją ludzie
o przeciwnych poglądach? Np. zwolennicy i przeciwnicy metody zapłodnienia in vitro? Zaczynam wierzyć, że to możliwe, po lekturze świetnie napisanej książki "Nie przeproszę, że urodziłam". Jej autorka, Karolina Domagalska przedstawiła wiele aspektów zagadnienia. Mam wrażenie, że osoby, które nie mają nic przeciwko stosowaniu metody in vitro, docenią w tej książce fakt, że pokazuje, jak wielkim wysiłkiem okupiona jest realizacja pragnienia rodzicielstwa przez ludzi, którzy korzystają z tego sposobu przekazywania życia. Natomiast przeciwnicy - prawdopodobnie dostrzegą zagrożenia i problemy, których wcześniej sobie nie uświadamiali...
To jest wielka siła tej książki - nie jest reklamą metody in vitro, ani ostrzeżeniem przed nią. To prawdziwe historie, jak to ujęto w podtytule "rodzin z in vitro". Dające do myślenia i pozwalające na formułowanie własnych wniosków.
Jeden z fragmentów, który zrobił na mnie duże wrażenie:

"Gdy mężczyźni twierdzą, że oni w połowie dają życie, to zawsze biorę długopis do ręki i mówię: gdyby wyobrazić sobie, że pokój, w którym siedzimy, jest komórką jajową, to ten mały przedmiot może symbolizować to, co pan dokłada do niej ze swojej strony".

                                                                                        prof. Krzysztof Łukaszuk

W dalszej części wypowiedzi pan profesor wyjaśnia na czym polega fenomen biologiczny komórki jajowej, ale spodobał mi się obrazowy sposób w jaki przedstawia jej potęgę.
Bardzo ciekawa i wciągająca lektura, mimo że nie jest wakacyjnie lekka i błaha.

Tagi: książka
12:12, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 lipca 2016
Razem czy osobno?

Byłam wczoraj w kinie na polskim filmie pt. "Kamper". Niektóre źródła podają, że to komedia - nie wydaje mi się... Był jeden moment, który mnie rozbawił, to fakt, ale to z pewnością nie jest film rozrywkowy. Raczej - skłaniający do refleksji.
Pytania, które pozostawił w mojej głowie dotyczą szczerości. Czy warto mówić sobie nawzajem wszystko? Czy możliwa jest pełna przejrzystość w relacji? Odtwórczyni jednej z głównych ról - Marta Nieradkiewicz, grała wcześniej w filmie "Płynące wieżowce". Jeśli miałabym porównać "Kampera" do jakiegoś innego filmu to właśnie do "Płynących wieżowców". Pozostaje z widzem na dłużej w postaci wątpliwości ...

Tagi: film
19:30, kardamonowa
Link Komentarze (1) »
środa, 13 lipca 2016
Zaczytani w Sopocie!

„Sopot w tym roku stanowi do pewnego stopnia rewię mody. Pełno tu pań między 30stką a 40stką, ubranych szalenie drogo i elegancko, oryginalnie
i ekscentrycznie, dosłownie polujących na mężczyzn. Pięć, sześć takich pań otacza jednego mężczyznę-ofiarę i z dziką rozkoszą „targają” go po kawiarniach i dansingach. Naturalnie, sporo tu i innych typów, tylko ta „rewia” siłą rzeczy wybija się na pierwszy plan.”

 

Powyższy cytat,  to fragment dziennika Agnieszki Osieckiej z … 1950 roku!
Wspaniale było czytać jej sopockie zapiski sprzed 66 lat, siedząc na plaży, ni mniej ni więcej, tylko w Sopocie, który w sezonie, prawdopodobnie zawsze „do pewnego stopnia stanowi rewię mody”.
Do lipcowego Sopotu, przyciągnęło mnie spotkanie blogerów książkowych, czytelników i pisarzy. Było to czwarte z kolei spotkanie zorganizowane w tym pięknym mieście. Trzecie w którym wzięłam udział.
Nie jestem pisarką, ani typową blogerką książkową. Piszę bloga trele-morelowego, niszowego, nie nowoczesnego. Jestem za to zdecydowanie czytelniczką i to wystarczający powód, by włączyć się w wydarzenie skupiające miłośników książek. Nie ma co tu kryć, osobista fascynacja Sopotem i szukanie pretekstu, by spędzić tam trochę czasu, nadwyrężając budżet domowy – odegrała tu pewną rolę.
W tym roku, spotkaliśmy się w restauracji Mesa. Tuż przy plaży. Piękna lokalizacja!
Znałam to miejsce, ale Organizatorki przysłały każdemu szczegółową instrukcję dotarcia – co sprawiło mi wielką przyjemność, bo fajnie jest czuć, że ktoś tak skrupulatnie czuwa nad gośćmi. Na spotkaniu była tradycyjna wymiana książkowa. Właśnie owocem tej wymiany są „Dzienniki” Osieckiej (pierwszy tom)  w mojej domowej biblioteczce! Arcycenna zdobycz!
Oprócz książek z wymiany, każdy z nas dostał super torbę Literackiego Sopotu (zabiorę ją na festiwal!) z prezentami: mnóstwem książek od wydawnictw wspierających nasze spotkanie, zakładkami, przypinkami (jedna ma świetne hasło – „Czytanie to moja supermoc!”), notesem sopockim.


Każdy z nas przyniósł na spotkanie książkę dla młodzieży. Zebrane książki zostały przekazane dla domu dziecka.
Na spotkaniu były dwa konkursy – rozpoznawanie cytatów i konkurs kryminalny.
Ten pierwszy był dla mnie trudny. Raz, że nie jestem tak oczytana, jak byli inni obecni na sali, dwa nie mam pamięci do nazwisk, a już szczególnie obcojęzycznych. ;) Na szczęście byłam w silnej drużynie, więc dzięki dziewczynom – poznałam autorów konkursowych cytatów. Konkurs kryminalny polegał na pisaniu – to zmieniało postać rzeczy. Zostałam jedną z laureatek. ;)
Mega przygodą było również wygranie konkursu, w którym nagrodą była piękna, specjalnie na tę okazję uszyta torba od gdyńskiej firmy Mana Mana. Nie wierzyłam własnemu szczęściu, a jednak śliczna torba, ze specjalną kieszenią na książkę,
z mnóstwem przegródek w środku, z marynistyczną podszewką w biało – granatowe paseczki i wyhaftowanymi wewnątrz gratulacjami, stała się moją własnością!


Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy wracałam do pensjonatu brzegiem morza –
z moją nową torbą i książkami po tym miłym spotkaniu!
Najmłodsza uczestniczka miała… miesiąc. Miło było popatrzeć, jak słodko sobie śpi w ramionach mamy.
Dziewczyny i chłopak, którzy podjęli się organizacji tego wydarzenia – wykonali mnóstwo pracy i efekt był imponujący. Spotkanie było przygotowane perfekcyjnie. Fajnie stopniowano napięcie. Wydarzenie miało dobry rytm, trwało optymalnie. Było bez spinki. Myślę, że każdy z nas – uczestników jest wdzięczy Organizatorom
i Sponsorom, dzięki którym mamy, co wspominać, co czytać, co nosić! ;)

11:47, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 145