RSS
czwartek, 28 czerwca 2018
Balkonik z wiatraczkiem

Ostatnio dość rzadko zaglądam do sklepów scrapbookingowych. Dziś, weszłam na chwilę do jednego z nich i zaczęłam przeglądać ofertę stempli. Miło mnie zaskoczył fakt, że było akurat kilka z wesołymi starszymi paniami. ;) Pomyślałam nawet,
że to jakiś znak czasów - w końcu nie tylko nastolatki są wśród nas. Ale apogeum mojego zdziwienia wywołał stempel widoczny powyżej. ;)
Maj minął mi migiem, a tuż zanim w podobnym tempie czerwiec...

W międzyczasie byłam nad morzem. Widziałam film "Ella i John", co planowałam
w poprzednim wpisie. A nawet dwa inne filmy: "Zimną wojnę" i "Do zakochania jeden krok".


Ten drugi film nie należy do nowości, ale zobaczyłam go w kinie dopiero teraz,
przy okazji Nocy Kultury - genialnej inicjatywy. Nie ma to, jak nocny, darmowy seans. ;)
Zrobił na mnie wrażenie zwłaszcza jeden wątek. W filmie pojawia się pytanie o lęk przed śmiercią, a osoba, której je zadano mówi bardzo ciekawą rzecz - groźniejszy od lęku przed śmiercią, może być lęk przed życiem...
Różne rzeczy mogę powiedzieć o ostatnich miesiącach, ale jedno jest faktem - życie kulturalne kwitnie...
Mam już nawet bilety na październikowy koncert Korteza! ;)

22:20, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 maja 2018
Maj mi mija migiem...

Tuż przed rozpoczęciem tego wspaniałego miesiąca byłam nad morzem. Oczywiście, zaraz po powrocie, zamierzałam zapisać jakieś śladowe wspomnienia na moim blogu, ale zabieranie się do tego zajęło mi tyle czasu, że piszę dopiero dziś.
Miesiąc mija mi szybko, pracowicie, czasem intensywniej, niż bym sobie tego życzyła.
Byłam na niesamowitym koncercie Korteza - to była uczta dla oka i ucha. Wspaniałe przeżycie.
Poza tym, trochę przez przypadek obejrzałam w kinie film pt. "Tully". Nigdy nie zrozumiem, jak można nazwać ten film komedią... To nie pierwsza taka sytuacja, gdy na plakacie widzę obietnicę bez pokrycia.
Nie uśmiałam się - ale nie tylko tego szukam w kinie. Film jest mocnym zapisem doświadczenia dojrzałości. Tego, jak bardzo nasze dorosłe życie różni się od tego, jak je sobie wyobrażaliśmy na wcześniejszych etapach. W tym wypadku - dotyczy to trudów macierzyństwa, ale opowieść jest bardziej uniwersalna.
Przy okazji wizyty w kinie, dzięki reklamom filmów - wiem, co koniecznie chcę obejrzeć i jest to film "Ella i John".
Jutro znowu jadę nad morze, więc ten miesiąc ma piękną oprawę. Ładnie mi się zaczął i wygląda na to, że równie uroczo się skończy... ;)

01:40, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 kwietnia 2018
Momenty

Od dawna traktuję mojego bloga tak, jak w dzieciństwie traktowałam tzw. sekreciki. Wtedy, pod szkiełkiem ukrywałam kwiatki, kolorowe papierki itp. Teraz - fajne momenty, które chcę zapamiętać.
Tydzień temu w weekend, spełniłam swoje marzenie, żeby zobaczyć kwitnące krokusy w Dolinie Chochołowskiej. Był to cudowny widok.
Przy okazji, spędziłam wspaniale czas w pięknym SPA. W połowie kwietnia, poczułam się, jak na wakacjach. Tym bardziej, że pogoda dawała szansę nawet na opalanie.
Jeden weekend może dać prawdziwe wytchnienie.
Cieszę się na następny, bo spędzę go nad morzem.
Wczoraj udało mi się obejrzeć najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej. Każdy jej film jest "jakiś" i za to ją cenię.


Niektóre sceny mające ukazywać społeczeństwo - niepotrzebnie były aż tak przegięte moim zdaniem (vide - zakupy promocyjne), ale było kilka wybuchów zgodnego śmiechu w kinie, a to coś. Poza tym, film podejmuje ciekawe zagadnienie: nie zawsze sukces medyczny jest jednoznaczny z uszczęśliwieniem pacjenta, który jest jego podmiotem.
Poza tym, moim codziennym szczęściem są kwitnące drzewa, które uwielbiam.
A od dziś - także bzy, które dokonały lekkiego falstartu. ;)
Proces nacieszania się wiosną jest w toku!

12:41, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2018
Mazurkowo

Dzisiejszy dzień upływa mi równie przyjemnie, jak myszkom na obrazku - ale nie piję mięty (chociaż może warto by było), tylko pyszną czarną herbatę o smaku różanym. Dojadam też wspaniałego mazurka ze znanej kazimierskiej piekarni.
Pogoda bardziej przypominała w ten weekend Boże Narodzenie, niż Wielkanoc,
ale nie miałam planów, które by to zniweczyło, więc przyjęłam ten fakt ze stoickim spokojem.
Najfajniejsze jest to, że jeszcze jutro mam wolne. ;)
Liczę na to, że wiosna jest blisko i wkrótce się objawi. Czekam na nią bardzo.
Za dwa tygodnie wyjeżdżam na weekend w góry i bardzo bym chciała pierwszy raz
w życiu zobaczyć te słynne połacie krokusów, na co podobno są szanse, bo jeszcze się nie objawiły... ;)

18:53, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 marca 2018
Taka prawda

Ten mem mnie zachwycił. tym bardziej, że zobaczyłam go po wyjściu z księgarni
z kolejną książką. ;)
Czas pędzi, jak szalony - jeszcze tydzień temu, spędzałam mile piątek
w Zakopanem, a tymczasem, rzeczywistość daje o sobie znać w postaci kumulacji obowiązków.
Całe szczęście, że mogę liczyć na przerwę świąteczną.
Kilka dni temu, koleżanka poprosiła mnie o wykonanie kartki na 80 urodziny pewnego mężczyzny. Ta prośba sprawiła mi wielką frajdę, bo jestem skromnym, karteczkowym amatorem. Nie mam zdjęcia kartki, to była szybka akcja i nie pomyślałam o tym, ale byłam bardzo zadowolona ze swojej pracy, co jest miłym uczuciem. Przydała się fajna, wycięta przez Skrzatkę ramka, którą znalazłam wśród scrapowych przyborów, a także cyfry otrzymane jako gratis do dawnego zamówienia w Wycinance. Jednym słowem - wszystko wskoczyło na swoje miejsce, a ja jedynie ponaklejałam elementy. To dowód na to, że stare hobby nie rdzewieje... ;)
A jutro będę robić karteczki wielkanocne i mam świeży zapał dzięki tej urodzinowej akcji.
Miłego weekendu!

19:37, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 marca 2018
Weekend kobiet

Wczoraj było jedno z moich ulubionych świąt, czyli Dzień Kobiet. Mam śliczne, białe tulipany, byłam na typowo kobiecych zakupach (czyt. fatałaszkowych), a w Empiku czeka paczka z jeszcze jednym prezentem:

Przedłużam więc sobie świętowanie na cały weekend. Pierwsze wiosenne promyki słońca są dodatkową frajdą.
Cieszę się z góry z powodu książki o ks. Kaczkowskim, bo ten człowiek w realny sposób wpłynął na moje życie, pomagając mi oswoić się z pewnymi trudnymi, tzw. ostatecznymi sprawami.
Wczoraj, gdy wracałam z pracy z radością patrzyłam na kobiety z bukietami. Było coś naprawdę pięknego w tym dniu. Wracałam ostatnim autobusem, często widuję te same zmęczone panie wracające z pracy. Wczoraj miały dodatkowy błysk w oku i to jest fajne. Lubię to. Sama kupiłam maseczki dla siebie i koleżanek, żebyśmy miały tego wieczoru namiastkę SPA i odrobinkę dodatkowej frajdy. ;)
W ramach planowania wiosny, wybieram się jutro po bilety na koncerty Smolika
(w kwietniu) i Korteza (w maju). Dobrze na mnie działa, gdy mam w perspektywie coś tak atrakcyjnego. ;) Pomaga mi to w pozytywnym odbieraniu codziennych spraw, zwłaszcza tych najmniej przyjemnych. W końcu, jak mawiał ksiądz Jan Kaczkowski - "życie na pełnej petardzie" to jest to!

sobota, 03 marca 2018
Weekendowy rytuał

Jednym z moich ulubionych weekendowych rytuałów jest wyjście do kina.
W tym tygodniu, byłam na filmie brutalnym (dwa razy musiałam odwrócić wzrok),
ale jednocześnie bardzo dobrym (w ramach swojego gatunku). Szczególnie spodobała mi się rola Katarzyny Warnke.
Już dla niej samej warto było w mroźny wieczór pójść do kina.
Jedna z koleżanek zainspirowała mnie, by zainteresować się zniżkową kartą miejską i dzięki takiej karcie bilet do kina kosztował mnie jedynie 14zł.
Ponieważ, co widać nawet na moim skromnym blogu, lubię oglądać filmy - z tej zniżki będę korzystać regularnie.
Warto mieć oczy szeroko otwarte, bo ostatnimi czasy jest całkiem sporo różnych akcji ułatwiających kontakt z kulturą.
Znajomy maturzysta opowiedział mi o darmowych wyjazdach do filharmonii organizowanych dla młodzieży (w ramach których finansowano nawet przejazd do innego miasta). Bardzo mnie cieszy każda taka inicjatywa i upewnia, że całkiem sporo szans jest wokół nas. Trzeba je tylko dostrzec i zechcieć z nich skorzystać... ;)

11:59, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 lutego 2018
Zawsze to coś!

Widziałam dziś świetny film. Matka zgwałconej i zamordowanej dziewczyny, wynajmuje trzy tablice reklamowe pod miastem i zadaje na nich nurtujące ją pytania, dotyczące śledztwa w sprawie zabójstwa córki. To "elektryzuje" małomiasteczkową społeczność. Rozpoczyna się brutalna walka o wyjaśnienie okoliczności zbrodni.
Film zrobił na mnie duże wrażenie. Na długo zapamiętam też padające w nim słowa: "Przywróciłeś mi nadzieję. Na jeden dzień. Zawsze to coś!".

Tagi: film
20:30, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 lutego 2018
Jedna noc, dwa dni...

Miałam wielkie szczęście  - spędziłam noc i dwa dni w zimowym Sopocie.
W tym czasie, robiłam wiele rzeczy, które lubię - spacerowałam po molo i plaży, spotkałam się ze Skrzatką w fajnej kawiarni, jadłam obiady w barze "Bursztyn", robiłam zakupy we "Flying Tiger", czytałam, obejrzałam film "Tamte dni, tamte noce"...
Wybrałam się nawet do Muzeum Sopotu na wystawę fotograficzną pt. "Ludzie". Oniemiałam na widok miejsca do czytania, przygotowanego w ramach wystawy - wielkie okno z którego można patrzeć na morze i plażę. Wystawa przedstawia portrety ludzi zmagających się z problemem bezdomności. Przeczytałam artykuł udostępniony zwiedzającym i znalazłam w nim ważną myśl. Do tej pory, często spotykałam się ze stwierdzeniem, że pomagając ludziom "trzeba dawać wędkę,
a nie rybę". A tymczasem - prawdziwa pomoc nie sprowadza się, ani do dawania ryb, ani wędek, a raczej do wyrabiania "mentalności rybaka"... Bardzo spodobało mi się to stwierdzenie. Byłam pod wrażeniem, jak wiele wrażeń może dać człowiekowi wystawa w muzeum - w dodatku bezpłatna...
Wróciłam z pięknymi wspomnieniami, dwiema nowymi książkami i aż trzema nowymi naszyjnikami. ;) Dwa wisiory ceramiczne dostałam w prezencie od Skrzatki, a do tego kupiłam sobie bursztynową wiewiórkę na rzemyku. ;) Będą mi teraz przypominać te fajne chwile.

Tagi: sopot
20:34, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 lutego 2018
Zapach poniedziałku

Podobnie, jak kawa - lubię zapach poniedziałków - tych, które nie są związane
z powrotem do pracy po niedzieli. Czyli np. w czasie ferii. ;) Mają w sobie wyjątkowy urok, są odczarowane.
Dziś kolejny raz czytałam "Dziennik we dwoje" Jadwigi Stańczakowej. Kiedyś już pisałam o tej pięknie wydanej książce. Lubię do niej wracać i wciąż zachwyca mnie sposób utrwalenia w tym dzienniku codzienności. Autorka czytając własne zapiski doszła do wniosku, że żadne życie nie jest nudne, nawet jej własne.
Czasem zastanawiam się, jaki sens ma pisanie bloga - nie zmierzającego do komercjalizacji, będącego zbiorem luźnych refleksji, wrzucanych od czasu do czasu, gdy najdzie mnie ochota, gdy mam czas... Póki co, odpowiedzią jest właśnie ta myśl - moje własne zapiski przypominają mi, że życie nie jest nudne. Nigdy nie wiadomo, kiedy człowiekowi będzie przydatne takie przypomnienie...

18:44, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 154
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31