RSS
wtorek, 15 sierpnia 2017
Barwnie

 

Miałam fajne plany na długi weekend, a sytuacja tak się ułożyła, że atrakcji było
o wiele więcej, niż przypuszczałam. Ostatnie dni były wyjątkowo barwne.
Miałam okazję podziwiać zawody balonowe. Balony wyglądają pięknie na niebie (zwłaszcza, gdy widzi się jednocześnie np. dwadzieścia), ale i tak, największą frajdę sprawiło mi obserwowanie startów, odrywania się od ziemi. Coś pięknego!
Długi weekend to nie najszczęśliwszy czas na odwiedzanie Kazimierza Dolnego, ale gdy weźmie się poprawkę na to, że skoro my tam właśnie wtedy chcieliśmy być, to czemu nie zrozumieć, że mnóstwo innych ludzi wpadło na ten sam pomysł - jest to frajda. Przynajmniej mnie kazimierski spacer sprawił, jak zawsze przyjemność.
Udało mi się także odwiedzić Jarmark Jagielloński w Lublinie.


Na zdjęciu tegoroczna, jarmarkowa dekoracja w Bramie Krakowskiej (bardzo lubię ich kolejne odsłony). Na jarmarku, który wciąż trwa - jest mnóstwo fantastycznych kramów - piękne rękodzieło! Byłam zafascynowana, bo naprawdę oferta wystawców zasługiwała na podziw. Nabyłam skromnie - wisiorek ceramiczny i suszony bukiecik dla mamy na dzisiejsze święto.

Podobało mi się wiele, wiele rzeczy. Przy niektórych stoiskach można było popatrzeć na to, jak są tworzone.
Jarmarkowi towarzyszy dużo ciekawych wydarzeń - wycieczek, warsztatów, koncertów. Zapisałam się na dwie wycieczki - jedna po drugiej, z przyczyn technicznych (jeśli chce się zmieścić dużo atrakcji w jednym czasie - trzeba szukać kompromisów). Obie były ciekawe - "Jarmarkowe Stare Miasto" i "Żydowski handel w Lublinie". Łącznie trzy godziny spaceru z przewodnikami. Nie powiem - pod koniec już nieźle bolały mnie nogi, ale warto było.
Pięknie było wrócić do domu po takim nasyceniu wrażeniami.
Dopiero późnym wieczorem miałam czas, aby poczytać "Duży Format". Znalazłam
w nim ciekawy artykuł o freeganach - ludziach poszukujących darmowej żywności, najczęściej na śmietnikach sieci handlowych. Ciekawy, inspirujący temat. Dotyczący nie tylko oszczędności, szacunku do jedzenia, które jest dość powszechnie marnowane. Dla mnie to także inspiracja do nie marnowania szans. W szerokim tego słowa znaczeniu. Jeśli macie okazję przeczytać ten tekst - myślę, że warto.

12:39, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 sierpnia 2017
Śmiało, śmielej...

Moje słowo - klucz w tym roku to "śmiało". Śmiało mogę Wam polecić sierpniowy numer "Urody Życia", gdyż jest w nim wiele arcyciekawych tekstów. Szczególne wrażenie, zrobił na mnie wywiad z panią Joanną Frenkiel, która po czterdziestce, będąc mamą trójki dzieci - otworzyła hotel ... na Zanzibarze! Takie miała marzenie, aby mieć pracę zgodną z pasją, a że jej pasją były podróże... Tekst jest bardzo ciekawy i inspirujący. Co dla mnie ważne, ukazuje sprawę realistycznie, czyli bez przemilczenia trudności, jakie zawsze występują, gdy działamy z rozmachem
i śmiałością.
Ja w tym roku, po raz pierwszy w życiu, "bawiłam się" w przewodnika, oprowadzając wycieczkę po mieście w którym się urodziłam. To była tylko wynikająca z potrzeby chwili akcja, ale gdy podjęłam wyzwanie, mimo skromnej wiedzy - powtarzałam sobie w duchu: "śmiało" i jak się okazało, czasem odwaga jest ważniejsza, niż wszystko inne.

12:26, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 sierpnia 2017
Migawki festiwalove

Byłam wczoraj w Kazimierzu Dolnym na festiwalu filmowym Dwa Brzegi.
Bardzo lubię festiwale filmowe i literackie - za obfitość atrakcyjnych propozycji.
Aż trudno zdecydować: z czego skorzystać (poszczególne punkty programu nakładają się na siebie). Nie mogłam pojechać na cały festiwal - wybrałam zatem wczorajszy dzień, ze względu na spotkanie z Magdaleną Boczarską. Film "Sztuka kochania" oglądałam przedpremierowo w Sopocie, w zimowy dzień - z radością,
w środku lata, wzięłam więc udział w spotkaniu z odtwórczynią głównej roli w tym filmie. Miło było posłuchać rozmowy z panią Magdaleną, prowadzonej w uroczy sposób przez Grażynę Torbicką.
Pół godziny później było spotkanie z Natalią Fiedorczuk - Cieślak (laureatką Paszportu Polityki w dziedzinie literatury). Dla tego spotkania, zrezygnowałam
z filmu pt. "Toni Erdmann". Niestety, dokonałam złego wyboru, bo spotkanie było raczej nudne. Przynajmniej mnie nie zainteresowało. Zabawny był jeden wątek, kontynuowany na oddzielnym spotkaniu z Zespołem Literackim Studia Munka... Otóż, przy tymże studiu filmowym, działa zespół składający się z młodych literatów
i pani Natalia wchodzi w jego skład. Zespół ma m.in. czytać i konsultować scenariusze filmowe, przed wdrożeniem ich do realizacji. Pani Natalia Fiedorczuk - Cieślak rozbroiła mnie stwierdzeniem, że główną zaletą funkcjonowania tego zespołu jest to, że dany scenariusz czyta druga osoba (oprócz samego autora),
a poza tym pozostali młodzi literaci, zajmują się różnymi rzeczami - ktoś pracował
w korporacji, ktoś pracuje w aptece - a to daje ciekawy kontekst. Tym samym, dla mnie, jako zwykłego słuchacza, stało się niejasne, czemu ten zespół zwie się "literackim", skoro literackie kwestie są tak naprawdę sprawą drugorzędną... Spotkanie z całym zespołem - tylko utwierdziło mnie w tej wątpliwości. Czy było nieudane? Wręcz przeciwnie. Dla mnie było udane, bo pokazało mi, jaką wartość, ale i zagrożenie niosą ze sobą rozmowy na żywo. Wartość to prawda. Zagrożenie - również prawda. Gdyby ta rozmowa, a także wcześniejszy wywiad z panią Natalią Fiedorczuk - Cieślak były nagrywane w studio - nie wydaje mi się, by ktoś zdecydował o ich emisji. A już z pewnością nie bez poprawek.
Festiwale i około festiwalowe spotkania z twórcami są nieprzewidywalne, zaskakujące i przez to bardzo inspirujące.
Nie mogłam zostać na wieczornej projekcji filmu dokumentalnego o Wojciechu Młynarskim, który koniecznie muszę kiedyś obejrzeć. Byłam rozdarta między zobowiązaniem, a chęcią obejrzenia tego filmu. Zwyciężyło poczucie obowiązku.
W drodze powrotnej, kupiłam nowy numer "Elle" i ku swojemu zdumieniu, dowiedziałam się, że do następnego numeru pisma będzie dołączony film... "Toni Erdmann". ;))))))))))
Nawiasem mówiąc, pani Grażyna Torbicka jest "na żywo" równie piękna, co w reklamach i gazetowych sesjach zdjęciowych. W dodatku, świetnie się sprawdza
w roli prowadzącej spotkania i gospodyni całej imprezy.
Dzień był gorący i pełen wrażeń - świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy w festiwalowej kawiarence - smakował mi, jak nigdy wcześniej. ;)
Warto brać udział w takich imprezach, nawet jeśli możemy skorzystać tylko częściowo. Wiem o tym z doświadczenia.

19:24, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 sierpnia 2017
Niecodzienna codzienność

"Niecodzienna codzienność" to określenie, które znalazłam w książce
o małżeństwie Marii Czubaszek i Wojciecha Karolaka. Lubiłam panią Marię.
Czytałam o niej książki i artykuły. Wydawało mi się, że sporo o wiem o jej życiu. Dlatego, początkowo nie planowałam sięgać po nową książkę na ten sam temat. Poleciłam ją jednak koleżance, która chciała kupić jakąś książkę dla Młodej Pary
na ślub. Wydawało mi się, że opowieść o małżeństwie z tak długim stażem, będzie dobrą inspiracją w dniu ślubu. ;) Koleżanka kupiła książkę i przyniosła, bym ją zapakowała. Przy okazji dała mi szansę "przejrzenia". ;)


Przeglądanie zakończyło się zakupieniem osobistego egzemplarza, a po pewnym czasie, ponownym nabyciem książki dla kolejnej pary na ślubnym kobiercu.
Warto przeczytać, bo to piękna opowieść o miłości, akceptacji i byciu sobą
w związku.

Tagi: książka
12:12, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 lipca 2017
Przenikanie

Ledwie zdążyłam napisać o cyklu artykułów z działu Uroda w "Wysokich Obcasach", a tymczasem w ostatnim numerze, bohaterką była pani Anna Królikiewicz z Sopotu. Wśród interesujących rzeczy o których opowiedziała, znajdujemy m.in. taką myśl: "Mam jedno ciało, na złe i na dobre. Jesteśmy w mocnym związku. Ono mi umożliwia życie, jedyne, które mam do wypełnienia". Ku mojej uciesze, pani Anna jest osobą, której zawdzięczam ubiegłoroczne, wspaniałe wrażenia podczas wizyty w ogrodzie Muzeum Sopotu, gdzie realizowała autorski projekt "Zapisane w chlebie". A dziś, kupię sobie odżywkę do paznokci Eveline za 7zł, która daje zbliżony efekt kolorystyczny do lakieru Chanel, z limitowanej edycji, który dwadzieścia lat temu zachwycił panią Annę. Lubię to przenikanie światów i spraw małych i dużych.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,22162048,cialo-mi-nie-sciemnia.html

Na jednym ze zdjęć ilustrujących tekst, wypatrzyłam łubin - ja też go bardzo lubię. ;)

11:27, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 lipca 2017
Sekreciki

Od lat czytam "Wysokie Obcasy" i chociaż ostatnimi czasy, nieco mnie rozczarowują, to pojawił się w nich cykl, w ramach którego kobiety opowiadają o swoich rytuałach pielęgnacyjnych, ulubionych kosmetykach, sposobach, by poczuć się pięknie.
Ten cykl, chociaż nie jest regularny, sprawia mi prawdziwą frajdę. W dużej mierze dlatego, że bohaterki są bardzo zróżnicowane pod względem wieku, pracy, sytuacji życiowej (w tym materialnej). Czasem o swoich ulubionych kosmetykach opowiadają młode dziewczyny, ale zdarzyło się, że bohaterka miała sześćdziesięcioletnie córki.
Dzięki tym wywiadom poznałam stronę: http://elementzenski.pl/ 
W wolnych chwilach, z przyjemnością czytam te kobiece sekreciki, zaglądam do kosmetyczek. Dzięki opowieściom dziewczyn, odkryłam maski w płachtach (tanie nie są, ale bardzo przyjemne i relaksujące), a także Czarne Mydło Babuszki Agafii. Kiedyś, napisałam o jakimś produkcie na blogu i dostałam informację zwrotną,
że to denerwujące, bo wszędzie ktoś coś poleca itd. Ja odbieram takie rzeczy trochę inaczej. Odróżniam wpisy reklamowe, nawet w miarę zakamuflowane, od sytuacji, gdy ludzie opowiadają o ulubionych rzeczach. Lubię sprawdzać, czy coś spodoba się i mnie. Maseczki i to czarne mydło - spodobały mi się, a sama pewnie, bym po nie nie sięgnęła, gdyby nie czyjś zachwyt.
Moim wakacyjnym odkryciem jest olejek w kremie Bielendy. Kupiłam go już mamie, poleciłam koleżankom, wspominam o nim przy okazji pisania o Elemencie Żeńskim, bo może sprawi frajdę także komuś z Was (jest naprawdę skuteczny).

18:17, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lipca 2017
Sen nocy letniej

Kiedy ostatni raz pisałam coś na blogu był miesiąc do wakacji, a teraz - pierwszy ich miesiąc się kończy. Czas pędzi, jak szalony.
Wiele się działo i kompletnie nie miałam czasu, aby cokolwiek odnotować w moim internetowym notatniku - pamiętniku. ;)
Najfajniejszym wydarzeniem był wyjazd na Mazury. Mieszkałam w prawdziwym pałacu i śniłam letnie sny w łożu widocznym na zdjęciu. W połączeniu z piękną okolicą, pysznym jedzeniem i super masażem - to był wyjątkowy czas.
Poza tym, byłam dwukrotnie w Warszawie (m.in. zobaczyłam wreszcie ogród na dachu BUW) i dwukrotnie w Kazimierzu Dolnym (pływałam statkiem po Wiśle - urocza opcja).
Jakby nie patrzeć, był to udany miesiąc, całkiem bogaty w przeróżne atrakcje.
W sobotę byłam w kinie na tym filmie:

Kilka scen rozbawiło mnie, ale niestety nie ośmieliłabym się filmu polecać,
gdyż może lekko znudzić widzów.

17:50, kardamonowa
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 maja 2017
Mamo to ja!

Pisałam już nie raz i nie dwa, że uwielbiam Dzień Matki. Dziś, tak się cudownie ułożyło, że z samego rana miałam szansę kupić piękny, piwoniowy bukiet i zawołać: "Mamo to ja!". ;) W rewanżu, otrzymałam kawkę i kanapki z pastą jajeczną
i serduszkami wyciętymi z ogórka i pomidora. ;)
Znów spotykałam przez cały dzień dzieci duże i małe z bukietami - dużymi i małymi, ale zawsze serdecznymi. To piękny dzień.
Przed Dniem Matki, prowadziłam zajęcia, w trakcie których robiliśmy z młodzieżą kartki dla mam. Kiedyś, dużo kupowałam różnych scrapbookingowych papierów
i akcesoriów. Nazbierało się tego trochę. Gdy zabieram do pracy, jakieś dla mnie już stare i opatrzone papiery z wzorami, a inni aż piszczą na ich widok - to jest świetne uczucie. Jedna dziewczynka zaskoczyła mnie tworząc bardzo prosty czekoladownik. Wzięła papier 30 na 30 cm z wzorami, które jej się najbardziej podobały, zagięła jego rogi do środka, zrobiła dziurki i wplotła wstążkę. Nakleiła okolicznościowy, wydrukowany napis. Powiedziała, że włoży do środka życzenia
i czekoladę. Oczywiście, szybko znaleźli się naśladowcy i w ten sposób, powstało kilka prostych, a uroczych opakowań na prezenciki dla mam.
Wszystkie moje papiery i inne ozdoby plastyczne czekają na swoją kolej. Zostaną pięknie spożytkowane, gdy przyjdzie na to czas.
Dziś zaczyna się Sopot Hit Festiwal. Będę go oglądać w telewizji, ale z wielką radością. Fajnie jest, chociaż myślami pobyć blisko morza. To relaksujące. ;)

18:14, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 maja 2017
Wielkie małe rzeczy

"Małe wielkie rzeczy" to bardzo interesująca książka z którą spędzam ten piękny, majowy weekend. W tytule wpisu przestawiłam słowa, bo przyznam, że w księgarni zdarza mi się czynić to bardzo często. ;) Czytam, czy słyszę o interesującej książce. Zapamiętuję, jak mi się wydaje, jej tytuł, a potem w księgarni okazuje się, że wiem, że gdzieś dzwonią... ;)
Na szczęście, takie pomyłki łatwo jest odkręcić i na ogół znajduję to, czego szukam.
Ta książka porusza temat dyskryminacji. W tym konkretnym przypadku, chodzi
o dyskryminację rasową, ale myślę, że w przypadku innych jej rodzajów pewne procesy rozgrywają się podobnie, chodzi przecież o mechanizm zjawiska, a nie szczegóły. Czytając tę powieść, której główna bohaterka jest położną oskarżoną
o spowodowanie śmierci nowonarodzonego dziecka - wiele razy przyłapywałam się na myśli, jak łatwo, wręcz naturalnie przychodzi nam "nie widzieć problemu, gdy nie mamy tego problemu". Polecam Waszej uwadze tę książkę. Warto po nią sięgnąć.
Moje dwie wielkie, małe radości tego weekendu to bukiet niezapominajek odobiście zerwany i składanie serwetek według tej metody: https://www.youtube.com/watch?v=gzhh0MDE6dc 


piątek, 05 maja 2017
Majowo i piwoniowo

Spędziłam trzy piękne, majowe dni w Sopocie. Było zimno, ale bardzo słonecznie. Udało mi się nacieszyć widokiem morza, spacerami, czytaniem w plenerze. Odwiedziłam kwiaciarnię Floks, a nawet kupiłam w niej bukiet piwonii, które uwielbiam. Byłam też na pysznych pierogach z nadzieniem z dorsza w sosie koperkowym (w Filiżance i Kubku). W czasie majówki, na Placu Przyjaciół Sopotu był kiermasz - napatrzyłam się na piękne rzeczy: biżuterię (nabyłam dwie bardzo delikatne bransoletki), filcowane szale i szczególnie urocze - miniaturowe ogródki
w szklanych naczyniach. 
Jest co wspominać w podróży do pracy i z pracy! ;) 

04:59, kardamonowa
Link Komentarze (2) »