RSS
wtorek, 29 sierpnia 2017
Taka sytuacja

Przeczytałam tę książkę - skuszona tytułem. ;) Główna bohaterka jest nauczycielką angielskiego. Poznaje na ławce ... bezdomnego. Zaczyna się z nim spotykać, a po krótkim czasie, zamieszkują razem (jak nietrudno zgadnąć - u niej ;)).
Generalnie - historia wydawałaby mi się kompletnie nieprawdopodobna. Bajkowa. Gdyby nie jeden drobiazg. Otóż, jakiś czas temu, czytałam w "Wysokich Obcasach" reportaż o dziewczynie, która pomagała bezdomnym na Dworcu Centralnym
w Warszawie. Przynosiła im kanapki i herbatę. I po pewnym czasie, ku rozpaczy rodziny, związała się z jednym z nich... Artykuł był bardzo ciekawy i wzbudził sporo kontrowersji. Mimo, że związek już trochę trwał w chwili , gdy o tej parze powstawał tekst - dziewczyna nadal była "głównym żywicielem rodziny". Ciekawe, czy wciąż są razem? Czy im się powiodło?
Lubię takie sytuacje, gdy książka, którą się szybko czyta i nie jest jakąś głęboką powieścią - rodzi w człowieku, mimo wszystko, ciekawe refleksje i pytania...

Tagi: książka
12:20, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 sierpnia 2017
Morze zmian

Tydzień temu byłam nad morzem, na festiwalu Literacki Sopot.
Jestem fanką tej imprezy, sprawiła mi, jak zwykle, dużo frajdy. Najbardziej podobało mi się spotkanie z Dorotą Masłowską. Bardzo wyrazistą, bystrą dziewczyną z dużym poczuciem humoru.
Spotkania z pisarzami, na plaży, na leżakach, mają niepowtarzalny klimat.
Podczas majowego pobytu w Sopocie, zachwyciłam się kwiaciarnią "Floks".
Ku mojemu zdumieniu - okazało się, że w tzw. międzyczasie (a minęło raptem trzy miesiące) - przestała ona istnieć...
Odkryłam za to przepyszne jagodzianki od Szydłowskiego. Dwa razy droższe,
niż jagodzianki w moim mieście, ale za to tak pyszne, że warte swojej ceny. Dzięki nim, to były w dosłownym tego słowa znaczeniu - słodkie dni.
A po powrocie z wyjazdu, zmieniłam pracę. Czekam teraz na rozpoczęcie nowego roku szkolnego, który dla mnie będzie nowym rozdziałem "kariery" zawodowej... ;) Słowo - klucz: "śmiało", jak najbardziej mi się przydało... ;)

środa, 16 sierpnia 2017
Jak piórka...

Wakacyjne dni są lekkie, jak piórka i tak delikatnie, niepostrzeżenie odlatują...
Lubię piórka, dlatego spodobała mi się pierzasta seria empikowych artykułów biurowych. Kupiłam sobie teczkę tekturową i piórnik. Bardzo lubię nosić w torebce liczne pisaki, więc piórnik mi się przydaje.
Jutro o tej porze będę już nad morzem! Uwielbiam moment, gdy mogę wypowiedzieć tę kwestię. ;) Będzie to wisienka na torcie lata'2017!
Przeczytałam ostatnio bardzo ciekawą książkę biograficzną:

W ogóle nie interesuję się fantastyką, ani nie czytam książek z tej dziedziny, a mimo tego, biografia Stanisława Lema była dla mnie wciągającą lekturą. Lubię czytać
o życiu niebanalnych postaci (nawiasem mówiąc - nie jestem pewna, czy istnieją banalni ludzie, intuicja podpowiada mi, że nie).
Kiedyś po lekturze dzienników Osieckiej, cytowałam jej opis wakacji w Sopocie, który wypisz wymaluj - można by odnieść do współczesnych, letnich dni w tym kurorcie.
Lem kochał wyjazdy do Zakopanego i odzwierciedlenie tego znajduje się w książce o nim. Co ciekawe - współcześnie, nieraz narzekamy na koszty wyjazdów. Okazuje się, że takie są odwieczne prawa turystyki ;))))))))). W listach Lema do znajomych
i przyjaciół jest wiele wzmianek o tym, jak urlop drenuje kieszeń. Nieco mnie to pokrzepiło w przededniu wyjazdowych wydatków. ;) Skupię się na zyskach, nie na kosztach. ;)

wtorek, 15 sierpnia 2017
Barwnie

 

Miałam fajne plany na długi weekend, a sytuacja tak się ułożyła, że atrakcji było
o wiele więcej, niż przypuszczałam. Ostatnie dni były wyjątkowo barwne.
Miałam okazję podziwiać zawody balonowe. Balony wyglądają pięknie na niebie (zwłaszcza, gdy widzi się jednocześnie np. dwadzieścia), ale i tak, największą frajdę sprawiło mi obserwowanie startów, odrywania się od ziemi. Coś pięknego!
Długi weekend to nie najszczęśliwszy czas na odwiedzanie Kazimierza Dolnego, ale gdy weźmie się poprawkę na to, że skoro my tam właśnie wtedy chcieliśmy być, to czemu nie zrozumieć, że mnóstwo innych ludzi wpadło na ten sam pomysł - jest to frajda. Przynajmniej mnie kazimierski spacer sprawił, jak zawsze przyjemność.
Udało mi się także odwiedzić Jarmark Jagielloński w Lublinie.


Na zdjęciu tegoroczna, jarmarkowa dekoracja w Bramie Krakowskiej (bardzo lubię ich kolejne odsłony). Na jarmarku, który wciąż trwa - jest mnóstwo fantastycznych kramów - piękne rękodzieło! Byłam zafascynowana, bo naprawdę oferta wystawców zasługiwała na podziw. Nabyłam skromnie - wisiorek ceramiczny i suszony bukiecik dla mamy na dzisiejsze święto.

Podobało mi się wiele, wiele rzeczy. Przy niektórych stoiskach można było popatrzeć na to, jak są tworzone.
Jarmarkowi towarzyszy dużo ciekawych wydarzeń - wycieczek, warsztatów, koncertów. Zapisałam się na dwie wycieczki - jedna po drugiej, z przyczyn technicznych (jeśli chce się zmieścić dużo atrakcji w jednym czasie - trzeba szukać kompromisów). Obie były ciekawe - "Jarmarkowe Stare Miasto" i "Żydowski handel w Lublinie". Łącznie trzy godziny spaceru z przewodnikami. Nie powiem - pod koniec już nieźle bolały mnie nogi, ale warto było.
Pięknie było wrócić do domu po takim nasyceniu wrażeniami.
Dopiero późnym wieczorem miałam czas, aby poczytać "Duży Format". Znalazłam
w nim ciekawy artykuł o freeganach - ludziach poszukujących darmowej żywności, najczęściej na śmietnikach sieci handlowych. Ciekawy, inspirujący temat. Dotyczący nie tylko oszczędności, szacunku do jedzenia, które jest dość powszechnie marnowane. Dla mnie to także inspiracja do nie marnowania szans. W szerokim tego słowa znaczeniu. Jeśli macie okazję przeczytać ten tekst - myślę, że warto.

12:39, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 sierpnia 2017
Śmiało, śmielej...

Moje słowo - klucz w tym roku to "śmiało". Śmiało mogę Wam polecić sierpniowy numer "Urody Życia", gdyż jest w nim wiele arcyciekawych tekstów. Szczególne wrażenie, zrobił na mnie wywiad z panią Joanną Frenkiel, która po czterdziestce, będąc mamą trójki dzieci - otworzyła hotel ... na Zanzibarze! Takie miała marzenie, aby mieć pracę zgodną z pasją, a że jej pasją były podróże... Tekst jest bardzo ciekawy i inspirujący. Co dla mnie ważne, ukazuje sprawę realistycznie, czyli bez przemilczenia trudności, jakie zawsze występują, gdy działamy z rozmachem
i śmiałością.
Ja w tym roku, po raz pierwszy w życiu, "bawiłam się" w przewodnika, oprowadzając wycieczkę po mieście w którym się urodziłam. To była tylko wynikająca z potrzeby chwili akcja, ale gdy podjęłam wyzwanie, mimo skromnej wiedzy - powtarzałam sobie w duchu: "śmiało" i jak się okazało, czasem odwaga jest ważniejsza, niż wszystko inne.

12:26, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 sierpnia 2017
Migawki festiwalove

Byłam wczoraj w Kazimierzu Dolnym na festiwalu filmowym Dwa Brzegi.
Bardzo lubię festiwale filmowe i literackie - za obfitość atrakcyjnych propozycji.
Aż trudno zdecydować: z czego skorzystać (poszczególne punkty programu nakładają się na siebie). Nie mogłam pojechać na cały festiwal - wybrałam zatem wczorajszy dzień, ze względu na spotkanie z Magdaleną Boczarską. Film "Sztuka kochania" oglądałam przedpremierowo w Sopocie, w zimowy dzień - z radością,
w środku lata, wzięłam więc udział w spotkaniu z odtwórczynią głównej roli w tym filmie. Miło było posłuchać rozmowy z panią Magdaleną, prowadzonej w uroczy sposób przez Grażynę Torbicką.
Pół godziny później było spotkanie z Natalią Fiedorczuk - Cieślak (laureatką Paszportu Polityki w dziedzinie literatury). Dla tego spotkania, zrezygnowałam
z filmu pt. "Toni Erdmann". Niestety, dokonałam złego wyboru, bo spotkanie było raczej nudne. Przynajmniej mnie nie zainteresowało. Zabawny był jeden wątek, kontynuowany na oddzielnym spotkaniu z Zespołem Literackim Studia Munka... Otóż, przy tymże studiu filmowym, działa zespół składający się z młodych literatów
i pani Natalia wchodzi w jego skład. Zespół ma m.in. czytać i konsultować scenariusze filmowe, przed wdrożeniem ich do realizacji. Pani Natalia Fiedorczuk - Cieślak rozbroiła mnie stwierdzeniem, że główną zaletą funkcjonowania tego zespołu jest to, że dany scenariusz czyta druga osoba (oprócz samego autora),
a poza tym pozostali młodzi literaci, zajmują się różnymi rzeczami - ktoś pracował
w korporacji, ktoś pracuje w aptece - a to daje ciekawy kontekst. Tym samym, dla mnie, jako zwykłego słuchacza, stało się niejasne, czemu ten zespół zwie się "literackim", skoro literackie kwestie są tak naprawdę sprawą drugorzędną... Spotkanie z całym zespołem - tylko utwierdziło mnie w tej wątpliwości. Czy było nieudane? Wręcz przeciwnie. Dla mnie było udane, bo pokazało mi, jaką wartość, ale i zagrożenie niosą ze sobą rozmowy na żywo. Wartość to prawda. Zagrożenie - również prawda. Gdyby ta rozmowa, a także wcześniejszy wywiad z panią Natalią Fiedorczuk - Cieślak były nagrywane w studio - nie wydaje mi się, by ktoś zdecydował o ich emisji. A już z pewnością nie bez poprawek.
Festiwale i około festiwalowe spotkania z twórcami są nieprzewidywalne, zaskakujące i przez to bardzo inspirujące.
Nie mogłam zostać na wieczornej projekcji filmu dokumentalnego o Wojciechu Młynarskim, który koniecznie muszę kiedyś obejrzeć. Byłam rozdarta między zobowiązaniem, a chęcią obejrzenia tego filmu. Zwyciężyło poczucie obowiązku.
W drodze powrotnej, kupiłam nowy numer "Elle" i ku swojemu zdumieniu, dowiedziałam się, że do następnego numeru pisma będzie dołączony film... "Toni Erdmann". ;))))))))))
Nawiasem mówiąc, pani Grażyna Torbicka jest "na żywo" równie piękna, co w reklamach i gazetowych sesjach zdjęciowych. W dodatku, świetnie się sprawdza
w roli prowadzącej spotkania i gospodyni całej imprezy.
Dzień był gorący i pełen wrażeń - świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy w festiwalowej kawiarence - smakował mi, jak nigdy wcześniej. ;)
Warto brać udział w takich imprezach, nawet jeśli możemy skorzystać tylko częściowo. Wiem o tym z doświadczenia.

19:24, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 sierpnia 2017
Niecodzienna codzienność

"Niecodzienna codzienność" to określenie, które znalazłam w książce
o małżeństwie Marii Czubaszek i Wojciecha Karolaka. Lubiłam panią Marię.
Czytałam o niej książki i artykuły. Wydawało mi się, że sporo o wiem o jej życiu. Dlatego, początkowo nie planowałam sięgać po nową książkę na ten sam temat. Poleciłam ją jednak koleżance, która chciała kupić jakąś książkę dla Młodej Pary
na ślub. Wydawało mi się, że opowieść o małżeństwie z tak długim stażem, będzie dobrą inspiracją w dniu ślubu. ;) Koleżanka kupiła książkę i przyniosła, bym ją zapakowała. Przy okazji dała mi szansę "przejrzenia". ;)


Przeglądanie zakończyło się zakupieniem osobistego egzemplarza, a po pewnym czasie, ponownym nabyciem książki dla kolejnej pary na ślubnym kobiercu.
Warto przeczytać, bo to piękna opowieść o miłości, akceptacji i byciu sobą
w związku.

Tagi: książka
12:12, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 lipca 2017
Przenikanie

Ledwie zdążyłam napisać o cyklu artykułów z działu Uroda w "Wysokich Obcasach", a tymczasem w ostatnim numerze, bohaterką była pani Anna Królikiewicz z Sopotu. Wśród interesujących rzeczy o których opowiedziała, znajdujemy m.in. taką myśl: "Mam jedno ciało, na złe i na dobre. Jesteśmy w mocnym związku. Ono mi umożliwia życie, jedyne, które mam do wypełnienia". Ku mojej uciesze, pani Anna jest osobą, której zawdzięczam ubiegłoroczne, wspaniałe wrażenia podczas wizyty w ogrodzie Muzeum Sopotu, gdzie realizowała autorski projekt "Zapisane w chlebie". A dziś, kupię sobie odżywkę do paznokci Eveline za 7zł, która daje zbliżony efekt kolorystyczny do lakieru Chanel, z limitowanej edycji, który dwadzieścia lat temu zachwycił panią Annę. Lubię to przenikanie światów i spraw małych i dużych.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,22162048,cialo-mi-nie-sciemnia.html

Na jednym ze zdjęć ilustrujących tekst, wypatrzyłam łubin - ja też go bardzo lubię. ;)

11:27, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 lipca 2017
Sekreciki

Od lat czytam "Wysokie Obcasy" i chociaż ostatnimi czasy, nieco mnie rozczarowują, to pojawił się w nich cykl, w ramach którego kobiety opowiadają o swoich rytuałach pielęgnacyjnych, ulubionych kosmetykach, sposobach, by poczuć się pięknie.
Ten cykl, chociaż nie jest regularny, sprawia mi prawdziwą frajdę. W dużej mierze dlatego, że bohaterki są bardzo zróżnicowane pod względem wieku, pracy, sytuacji życiowej (w tym materialnej). Czasem o swoich ulubionych kosmetykach opowiadają młode dziewczyny, ale zdarzyło się, że bohaterka miała sześćdziesięcioletnie córki.
Dzięki tym wywiadom poznałam stronę: http://elementzenski.pl/ 
W wolnych chwilach, z przyjemnością czytam te kobiece sekreciki, zaglądam do kosmetyczek. Dzięki opowieściom dziewczyn, odkryłam maski w płachtach (tanie nie są, ale bardzo przyjemne i relaksujące), a także Czarne Mydło Babuszki Agafii. Kiedyś, napisałam o jakimś produkcie na blogu i dostałam informację zwrotną,
że to denerwujące, bo wszędzie ktoś coś poleca itd. Ja odbieram takie rzeczy trochę inaczej. Odróżniam wpisy reklamowe, nawet w miarę zakamuflowane, od sytuacji, gdy ludzie opowiadają o ulubionych rzeczach. Lubię sprawdzać, czy coś spodoba się i mnie. Maseczki i to czarne mydło - spodobały mi się, a sama pewnie, bym po nie nie sięgnęła, gdyby nie czyjś zachwyt.
Moim wakacyjnym odkryciem jest olejek w kremie Bielendy. Kupiłam go już mamie, poleciłam koleżankom, wspominam o nim przy okazji pisania o Elemencie Żeńskim, bo może sprawi frajdę także komuś z Was (jest naprawdę skuteczny).

18:17, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lipca 2017
Sen nocy letniej

Kiedy ostatni raz pisałam coś na blogu był miesiąc do wakacji, a teraz - pierwszy ich miesiąc się kończy. Czas pędzi, jak szalony.
Wiele się działo i kompletnie nie miałam czasu, aby cokolwiek odnotować w moim internetowym notatniku - pamiętniku. ;)
Najfajniejszym wydarzeniem był wyjazd na Mazury. Mieszkałam w prawdziwym pałacu i śniłam letnie sny w łożu widocznym na zdjęciu. W połączeniu z piękną okolicą, pysznym jedzeniem i super masażem - to był wyjątkowy czas.
Poza tym, byłam dwukrotnie w Warszawie (m.in. zobaczyłam wreszcie ogród na dachu BUW) i dwukrotnie w Kazimierzu Dolnym (pływałam statkiem po Wiśle - urocza opcja).
Jakby nie patrzeć, był to udany miesiąc, całkiem bogaty w przeróżne atrakcje.
W sobotę byłam w kinie na tym filmie:

Kilka scen rozbawiło mnie, ale niestety nie ośmieliłabym się filmu polecać,
gdyż może lekko znudzić widzów.

17:50, kardamonowa
Link Komentarze (2) »