RSS
sobota, 15 października 2016
Bałtyk jest chłodnym morzem...

Jechałam do pracy autobusem o 5.04. (rano, żeby nie było wątpliwości). Niestety, nie było wolnych miejsc siedzących, więc stałam, co o tej porze, gdy wciąż chce się spać i ma się przed sobą dość długą podróż - jest przygnębiające. Na szczęście, pan kierowca słuchał radia i była dobra audycja. W takich okolicznościach przyrody, usłyszałam tę piosenkę:

W umiarkowanym naszym klimacie 
gorące związki kończą się wraz z latem 
w białych kopertach milkną puste słowa 
znużone drogą z Łodzi do Krakowa 
tak było miło leżeć z nim na plaży 
fale szumiały piasek w pięty parzył 
na kocu w kratkę miłość lecz niewielka 
coś jakby bursztyn albo jak muszelka 

ref. 
Bałtyk jest chłodnym morzem 
i dlatego 
miłość nad morzem 
udać się nie może 

Bałtyk jest chłodnym morzem 
i dlatego 
miłość nad morzem 
udać się nie może 

Gorące głowy są ciała są gorące 
dopóki lato trwa grzeje was słońce 
lecz gdy nadejdzie sierpnia połowa 
plaża jest pusta pusta jak słowa 
rzucane w przestrzeń na pożegnanie 
będę pamiętał napiszę kochanie 
gdy stygnie ciało stygnie uczucie 
na boso nie da biegać się w bucie 

ref. 
Jest oczywiście taka też możliwość 
spotkasz mężczyznę którego wrażliwość 
jest jakby ponad sezonowa 
stać go na bilet z Łodzi do Krakowa 
i że gorących obietnic dotrzyma 
w kurtce i w czapce gdy przyjdzie zima 
będzie jak bałwan stał pod twym oknem 
na czułej strunie będzie grał jak rockman 

ref. 
Bałtyk jest chłodnym morzem 
i co z tego 
on może rozgrzać ciebie 
a ty jego 

Przezabawny tekst, jak to później ustaliłam - utworu wykonywanego przez zespół Kulturka. Wprawił mnie w świetny humor. Ludzie, którzy przygotowują poranne audycje mogą w łatwy sposób rozjaśnić czyjś dzień. ;) I ożywić tęsknotę za Bałtykiem. ;)

09:36, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 października 2016
Czy coś się zmieni?

Bardzo podoba mi się prostota i siła wyrazu powyższego hasła.
Doświadczyłam ostatnio "zmiany", tyle że nie wynikała z mojego wyboru.
Ale niezależnie od tego, stanowi przypomnienie, jaką moc ma każda zmiana.
Na wszystko patrzysz inaczej.
Idąc za ciosem, nabyłam książkę Julii Cameron "Droga artysty". Kilka lat temu czytałam o niej w "Zwierciadle". Mało tego, okazuje się, że przekartkowałam ją
w nieodżałowanej, sopockiej Bookarni, wypisując całkiem sporo cytatów. Gdy trzeci raz natknęłam się na ten "12-tygodniowy kurs odkrywania i rozwijania własnej kreatywności" - uznałam, że to przeznaczenie. ;) Książka zawiera - oprócz częściowo irytujących swą wzniosłością treści - bardzo konkretne ćwiczenia. Podstawowym jest zapisywanie "porannych stron" (trzech stron tekstu dziennie). Postanowiłam sprężyć się i wykonać te wszystkie ćwiczenia. Nie zawsze piszę poranne strony
o poranku, ale przynajmniej piszę je każdego dnia. Raz w tygodniu mój poranek to 4.00. - chciałabym zobaczyć zucha, który o tej porze prowadzi notatki. ;)
Mały cytat z książki - z którym w pełni się zgadzam: "Wśród sukcesów i porażek, wydarzenia nie mają wielkiego wpływu na jakość życia. Jest ona zawsze wprost proporcjonalna do naszej zdolności do zachwytu. A zdolność do zachwytu jest wynikiem uważności".

sobota, 01 października 2016
Artystyczna randka

Wczoraj miałam wreszcie szansę obejrzenia filmu "Ostatnia rodzina".
Bardzo na ten moment czekałam. Czytałam wcześniej książki: "Beksińscy. Portret podwójny" Magdaleny Grzebałkowskiej i dziennik Zdzisława Beksińskiego "Dzień po dniu kończącego się życia". Byłam więc dość dobrze przygotowana teoretycznie. ;) Film doskonały! Jestem pod wielkim wrażeniem. Widz wychodzi z kina
z mnóstwem przemyśleń i jeszcze większą ilością pytań... Także tych do samego siebie...

Tagi: film
09:34, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 września 2016
Lwia część życia

Taki piękny bukiet z lewkonii i lwichpaszczy, udało mi się nabyć w tym tygidniu. Lewkonie mają przepiękny, słodki zapach! Zastanawia mnie, co te lwy robią
w nazwach delikatnych kwiatów... ;) Intrygujące. 
Lwia część życia to zwykłe, powszednie dni - przeczytałam niedawno książkę o tym, jak poprawić ich jakość.

Pierwszy raz zobaczyłam tę książkę w Empiku w Sopocie, wczesnym latem. Byłam zrelaksowana, radosna. Książka spodobała mi się wizualnie. Przejrzałam ją, usiłując zapamiętać, jak najwięcej pomysłów na "mikroakcje" polepszające jakość codzienności. Ukazuje się teraz tyle książek i druków "książkopodobnych"... Wstępnie uznałam, że ktoś miał fajny pomysł na zarobienie na książce, ale przecież ja to wszystkie umiem, wiem, stosuję... ;)
A jednak jesienią, w nieco innym stanie ducha i bardziej zabiegana, niż zrelaksowana - kupiłam sobie tę książkę. Zawiera dużo prostych, konkretnych pomysłów, typu: postaw na stole ładną misę i wypełnij ją owocami, a częściej będziesz po nie sięgać, czy napisz do kogoś papierowy list... I wiecie co? Wierzę w mikroakcje! Wierzę również w to, że czasem potrzebujemy być poprowadzeni, niemalże za rękę - chociażby przez książkę poradnikową.
Znajdujemy wtedy czas na różne drobne, ale fajne gesty i działania. Pod wpływem porady, aby podzielić się czymś smacznym - kupiłam małe słoiczki i wsypałam do nich trochę mojej ulubionej herbaty i kawy o aromacie jagodowym i podzieliłam się z koleżankami. Moja super smaczna, turecka herbata - szybko się "dzięki" tej akcji skończyła. Ale kilka osób spędziło przy niej miłe chwile i to jest cenniejsze, niż pełna puszka na kuchennej półce.
Jeśli jesteście w świetnej formie - ta książka pewnie wyda się Wam banalna. Sami jesteście pełni pomysłów. Ale w chwilach przemęczenia, osłabienia natłokiem obowiązków, czy problemami - warto do niej zajrzeć. Poprowadzi Was, podpowie jak krok po kroku zmieniać na lepsze zwykłe, nie-wakacyjne dni. 

piątek, 16 września 2016
Śmiechoterapia

Często chodzę do kina, ale rzadko widownia jest tak wypełniona i rozlega się,
co chwila gromki śmiech, jak to miało miejsce dziś. Polecam Wam na weekend ten film! Jest świetny. Ku mojemu zdziwieniu, miał nawet bardzo dobrą recenzję
w "Gazecie Wyborczej", a komediom romantycznym nie zdarza się to często.

Tagi: film
22:24, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 września 2016
Mikroprzyjemności

Przeczytałam ostatnio książkę, której główna bohaterka - studentka, dość niefrasobliwie podejmuje pracę jako opiekunka kobiety chorej na stwardnienie zanikowe boczne. Dziewczyna potrzebuje pieniędzy, a godziny pracy opiekunki, odpowiadają jej bardziej, niż te w których pracowała, jako kelnerka. Oczywiście,
tuż po podjęciu pracy - zaczyna się orientować w stopniu skomplikowania tego zajęcia... Dużo można by pisać o tej książce i pytaniach, jakie stawia przed czytelnikiem. Dla mnie, była przypomnieniem zasady, że "słonia można zjeść,
tylko po kawałku". Ta zasada jest ważna w mojej obecnej sytuacji zawodowej.
Bec, bo tak ma na imię owa studentka, jako opiekunka musi od czasu do czasu przygotowywać posiłki. I dziwo - zakupy na targu i wykonywanie kuchennych czynności pod dyktando gospodyni domu - stają się dla niej przyjemnością. Można powiedzieć, że wręcz odkrywa nową pasję.
To ciekawe, że nawet w najtrudniejszej pracy, można znaleźć, jakieś aspekty, które będą dla nas pocieszeniem, czymś atrakcyjnym.
Polecam Waszej uwadze tę książkę, była dla mnie inspirująca.

Tagi: książka
11:26, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 września 2016
Smak wakacji

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze miałam wakacje ;), zobaczyłam w jednym
z sopockich kiosków taki kubek. Bardzo mi się spodobał. Jak przystało na produkt, który może być forma pamiątki z nadmorskiej miejscowości, miał nieco zawyżoną cenę, ale planowałam go kupić. W ferworze przeróżnych aktywności, zapomniałam o zakupach.
Jakby się tak głębiej zastanowić, to każda pita przeze mnie kawa, czy herbata (oba napoje bardzo lubię!) - ma smak wakacji. Zwłaszcza, gdy znajdę chwilę, by napić się czegoś w pracy. To są moje chwile o "smaku wakacji", smaku relaksu, beztroski, oderwania od rzeczywistości.
Dopiero piąty dzień września, a zawodowa rzeczywistość dała mi już trochę w kość. Tym bardziej, staram się przykładać wagę do szukania chwil o "smaku wakacji". Dla równowagi.
Widziałam niedawno w telewizji, świetną reklamę nowego katalogu IKEA. Filmik przedstawiał spotkanie towarzyskie w domu, gdy łączy się stoły, łączy naczynia
z różnych serii, aby znalazło się miejsce dla każdego. Ale najfajniejsze było hasło: "Nie musi być perfekcyjnie, żeby było idealnie!". Bardzo mi się spodobało.
Ostatnie dwa tygodnie, potoczyły się dla mnie tak, że mogę śmiało powiedzieć: nie jest perfekcyjnie, ale postaram się, żeby było najlepiej! ;).

11:59, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 sierpnia 2016
Książki, morze i ... orzeł!

Wczoraj rano wróciłam z Sopotu. Kolejny raz, miałam okazję wzięcia udziału we wspaniałym festiwalu Literacki Sopot. Ściślej rzecz biorąc - stworzyłam sobie taką okazję i dobrze wykorzystałam. Program był tak wypełniony, że nie sposób tego ogarnąć, ale sztuka wyboru to umiejętność, którą warto ćwiczyć. Z radością chodziłam na spotkania z pisarzami na Kulturalnej Plaży Trójki (byłam na trzech:
z Marcinem Kołodziejczykiem, Justyną Kopińską, Katarzyną Bondą). Wzięłam udział w warsztatach "Zapisane w chlebie" w Muzeum Sopotu, dzięki czemu chałka (którą często jadam) ma dla mnie nowy, niezwykły smak! Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o tym wypieku. Z radością przesiadywałam na festiwalowych leżaczkach, zwłaszcza w Parku Książki, gdzie zachwycił mnie pięknie nakryty stół:

W tym parku była świetna akcja zbierania cytatów. Każdy mógł poczytać, jakie cytaty są ważne dla innych ludzi i dodać coś od siebie. Jako wielbicielka cytatów - specjalnie się przygotowałam i wybrałam z notatkami. ;)
W sobotę wzięłam udział w grze miejskiej, polegającej na odnalezieniu miejsc związanych z sopockimi Żydami. Tym sposobem już wiem np. gdzie jest cmentarz w Sopocie. W tym cmentarz żydowski. W poszczególnych punktach do których docierali uczestnicy gry, czekali wolontariusze i zanim otrzymało się pieczęć zatwierdzającą zaliczenie punktu - trzeba było wypełnić zadanie. Jakież było moje zdziwienie, gdy w punkcie na Monciaku usłyszałam: "Proszę zrobić zdjęcie z orłem!". Po chwilowym zawieszeniu w stanie: "Ale, jak to?!", w którym to stanie zapomniałam, że mam orła m.in. na monetach, okazało się, że stoję przy budynku apteki "Pod orłem". W tejże aptece na ladzie znalazłam takiego orła:

Pracownicy musieli być nieco zdziwieni jego jednodniową, wzmożoną popularnością, jako obiektu do fotografowania. ;)

Byłam również w Sopotece na ciekawym spotkaniu dotyczącym blogów książkowych i nowych form popularyzowania czytelnictwa. Dało mi to dużo do myślenia.

W pensjonacie, gdzie mieszkałam, było fajne patio. Przyjemne miejsce do czytania:

Poza tym, w Sopocie, gdzie się człowiek nie obróci widzi coś ciekawego. ;)

W pokoju hotelowym miałam bardzo duży wybór kanałów telewizyjnych, a na jednym z nich w weekend był maraton serialu "Przyjaciele". ;) Uwielbiam ten film, więc super było nocą przypomnieć sobie stare, dobre czasy, gdy oglądałam go pierwszy raz.

Pozostały wspaniałe wspomnienia. Powrót do rzeczywistości jest trudny.

12:42, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 sierpnia 2016
Ahoj!

Niedawno w sklepach Tchibo była fajna kolekcja rzeczy w stylu "marine". Bardzo spodobała mi się prostota i urok powyższych kubeczków. ;)
Nabyłam komplet skarpetek z tej serii i przed chwilą wylądowały w walizce.

(zdjęcia pochodzą ze strony sklepu Tchibo).

Jutro rozpoczyna się festiwal Literacki Sopot. Jutro o tej porze będę nad morzem! ;) Miło mieć taką perspektywę!

Tagi: sopot
17:22, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Pozory mylą

Ten sierpniowy weekend, spędziłam między innymi, na Jarmarku Jagiellońskim. Pooglądałam piękne stoiska z rękodziełem, zachwyciłam się ceramiką i haftami, pięknymi sierpniowymi bukietami. Przywiozłam trzy czasopisma: "Weranda Country", "Sielskie Życie", "Sielska Kuchnia". W ramach promocji, można było otrzymać ich starsze numery. Miło jest popatrzeć zwłaszcza na przepiękne zdjęcia.
I chociaż nie marzę o domku na wsi - docenić urok potrafię. ;)
W sklepie drugiej szansy, kupiłam parę dni temu książkę o której głośno było, gdy została zekranizowana:

O dziwo - nie oglądałam filmu (z czego bardzo się cieszę, bo wolę najpierw czytać książki, a potem oglądać filmy, które powstały na ich podstawie). Czytałam mnóstwo tekstów o tym filmie, recenzji, wywiadów, ale uznałam, że mnie nie zainteresuje. ;)))))))))) Kulinaria nie są moim hobby, chociaż jestem smakoszem. Owszem, lubię jeść dobre rzeczy, pójść do fajnej restauracji, na Targ  Śniadaniowy, czy kiermasz z regionalną żywnością. Oglądam "Kuchenne rewolucje" i "Ugotowanych". Wyszłam jednak z założenia, że historia dziewczyny, która postanawia w ciągu roku wypróbować wszystkie przepisy kulinarne ze starej książki kucharskiej i będzie opisywać to na blogu - to nie dla mnie. Pozory mylą! Mogłam się tego domyślać, bo przecież podobał mi się film pt. "Ratatuj", a też na logikę: kucharz - szczur - teoretycznie nie powinien specjalnie mnie zainteresować. ;) Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zaczęłam dziś czytać tę książkę, miałam sceptyczne podejście, a jestem już w połowie. To o czymś świadczy. ;)
Dobrze, że mam w perspektywie pyszny obiad i tartę malinową do kawy, bo nie jest to lektura, którą polecałabym komuś na diecie. ;) Przynajmniej, nie temu, kto ma wyobraźnię.
Na koniec mały cytat z książki:

"Nikt z nas nie wie na pewno, do czego jesteśmy stworzeni, ale jeśli jesteśmy stworzeni do wspólnego siedzenia, jedzenia i cudownej zabawy, to zupełnie wystarczy".