RSS
poniedziałek, 18 lipca 2016
Wilk syty i owca cała...

Czy można napisać książkę na kontrowersyjny temat, tak by docenili ją ludzie
o przeciwnych poglądach? Np. zwolennicy i przeciwnicy metody zapłodnienia in vitro? Zaczynam wierzyć, że to możliwe, po lekturze świetnie napisanej książki "Nie przeproszę, że urodziłam". Jej autorka, Karolina Domagalska przedstawiła wiele aspektów zagadnienia. Mam wrażenie, że osoby, które nie mają nic przeciwko stosowaniu metody in vitro, docenią w tej książce fakt, że pokazuje, jak wielkim wysiłkiem okupiona jest realizacja pragnienia rodzicielstwa przez ludzi, którzy korzystają z tego sposobu przekazywania życia. Natomiast przeciwnicy - prawdopodobnie dostrzegą zagrożenia i problemy, których wcześniej sobie nie uświadamiali...
To jest wielka siła tej książki - nie jest reklamą metody in vitro, ani ostrzeżeniem przed nią. To prawdziwe historie, jak to ujęto w podtytule "rodzin z in vitro". Dające do myślenia i pozwalające na formułowanie własnych wniosków.
Jeden z fragmentów, który zrobił na mnie duże wrażenie:

"Gdy mężczyźni twierdzą, że oni w połowie dają życie, to zawsze biorę długopis do ręki i mówię: gdyby wyobrazić sobie, że pokój, w którym siedzimy, jest komórką jajową, to ten mały przedmiot może symbolizować to, co pan dokłada do niej ze swojej strony".

                                                                                        prof. Krzysztof Łukaszuk

W dalszej części wypowiedzi pan profesor wyjaśnia na czym polega fenomen biologiczny komórki jajowej, ale spodobał mi się obrazowy sposób w jaki przedstawia jej potęgę.
Bardzo ciekawa i wciągająca lektura, mimo że nie jest wakacyjnie lekka i błaha.

Tagi: książka
12:12, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 lipca 2016
Razem czy osobno?

Byłam wczoraj w kinie na polskim filmie pt. "Kamper". Niektóre źródła podają, że to komedia - nie wydaje mi się... Był jeden moment, który mnie rozbawił, to fakt, ale to z pewnością nie jest film rozrywkowy. Raczej - skłaniający do refleksji.
Pytania, które pozostawił w mojej głowie dotyczą szczerości. Czy warto mówić sobie nawzajem wszystko? Czy możliwa jest pełna przejrzystość w relacji? Odtwórczyni jednej z głównych ról - Marta Nieradkiewicz, grała wcześniej w filmie "Płynące wieżowce". Jeśli miałabym porównać "Kampera" do jakiegoś innego filmu to właśnie do "Płynących wieżowców". Pozostaje z widzem na dłużej w postaci wątpliwości ...

Tagi: film
19:30, kardamonowa
Link Komentarze (1) »
środa, 13 lipca 2016
Zaczytani w Sopocie!

„Sopot w tym roku stanowi do pewnego stopnia rewię mody. Pełno tu pań między 30stką a 40stką, ubranych szalenie drogo i elegancko, oryginalnie
i ekscentrycznie, dosłownie polujących na mężczyzn. Pięć, sześć takich pań otacza jednego mężczyznę-ofiarę i z dziką rozkoszą „targają” go po kawiarniach i dansingach. Naturalnie, sporo tu i innych typów, tylko ta „rewia” siłą rzeczy wybija się na pierwszy plan.”

 

Powyższy cytat,  to fragment dziennika Agnieszki Osieckiej z … 1950 roku!
Wspaniale było czytać jej sopockie zapiski sprzed 66 lat, siedząc na plaży, ni mniej ni więcej, tylko w Sopocie, który w sezonie, prawdopodobnie zawsze „do pewnego stopnia stanowi rewię mody”.
Do lipcowego Sopotu, przyciągnęło mnie spotkanie blogerów książkowych, czytelników i pisarzy. Było to czwarte z kolei spotkanie zorganizowane w tym pięknym mieście. Trzecie w którym wzięłam udział.
Nie jestem pisarką, ani typową blogerką książkową. Piszę bloga trele-morelowego, niszowego, nie nowoczesnego. Jestem za to zdecydowanie czytelniczką i to wystarczający powód, by włączyć się w wydarzenie skupiające miłośników książek. Nie ma co tu kryć, osobista fascynacja Sopotem i szukanie pretekstu, by spędzić tam trochę czasu, nadwyrężając budżet domowy – odegrała tu pewną rolę.
W tym roku, spotkaliśmy się w restauracji Mesa. Tuż przy plaży. Piękna lokalizacja!
Znałam to miejsce, ale Organizatorki przysłały każdemu szczegółową instrukcję dotarcia – co sprawiło mi wielką przyjemność, bo fajnie jest czuć, że ktoś tak skrupulatnie czuwa nad gośćmi. Na spotkaniu była tradycyjna wymiana książkowa. Właśnie owocem tej wymiany są „Dzienniki” Osieckiej (pierwszy tom)  w mojej domowej biblioteczce! Arcycenna zdobycz!
Oprócz książek z wymiany, każdy z nas dostał super torbę Literackiego Sopotu (zabiorę ją na festiwal!) z prezentami: mnóstwem książek od wydawnictw wspierających nasze spotkanie, zakładkami, przypinkami (jedna ma świetne hasło – „Czytanie to moja supermoc!”), notesem sopockim.


Każdy z nas przyniósł na spotkanie książkę dla młodzieży. Zebrane książki zostały przekazane dla domu dziecka.
Na spotkaniu były dwa konkursy – rozpoznawanie cytatów i konkurs kryminalny.
Ten pierwszy był dla mnie trudny. Raz, że nie jestem tak oczytana, jak byli inni obecni na sali, dwa nie mam pamięci do nazwisk, a już szczególnie obcojęzycznych. ;) Na szczęście byłam w silnej drużynie, więc dzięki dziewczynom – poznałam autorów konkursowych cytatów. Konkurs kryminalny polegał na pisaniu – to zmieniało postać rzeczy. Zostałam jedną z laureatek. ;)
Mega przygodą było również wygranie konkursu, w którym nagrodą była piękna, specjalnie na tę okazję uszyta torba od gdyńskiej firmy Mana Mana. Nie wierzyłam własnemu szczęściu, a jednak śliczna torba, ze specjalną kieszenią na książkę,
z mnóstwem przegródek w środku, z marynistyczną podszewką w biało – granatowe paseczki i wyhaftowanymi wewnątrz gratulacjami, stała się moją własnością!


Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy wracałam do pensjonatu brzegiem morza –
z moją nową torbą i książkami po tym miłym spotkaniu!
Najmłodsza uczestniczka miała… miesiąc. Miło było popatrzeć, jak słodko sobie śpi w ramionach mamy.
Dziewczyny i chłopak, którzy podjęli się organizacji tego wydarzenia – wykonali mnóstwo pracy i efekt był imponujący. Spotkanie było przygotowane perfekcyjnie. Fajnie stopniowano napięcie. Wydarzenie miało dobry rytm, trwało optymalnie. Było bez spinki. Myślę, że każdy z nas – uczestników jest wdzięczy Organizatorom
i Sponsorom, dzięki którym mamy, co wspominać, co czytać, co nosić! ;)

11:47, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 lipca 2016
Floks malina!

Lubię powiedzenie: "miód, malina!", ale mój dzisiejszy dzień, ściślej rzecz biorąc jest: "floks, malina!".  Taki właśnie ma zapach. Floksy to takie pospolite, ogrodowe kwiaty. Gdy byłam mała, spędzając wakacje na wsi - wszędzie je widziałam,
w każdym ogrodzie. A teraz, kupione na targu, swoim zapachem przenoszą mnie
w czasie...
Mam już za sobą ponad tydzień wakacji. Bardzo udany. Niby nic wielkiego się nie zdarzyło, ale przeczytane książki, spanie do której się chce, pyszne letnie smaki -
są nie do przecenienia.
Latem uwielbiam jeść na dworze, ale nieczęsto mam okazję na posiłek w prawdziwym ogrodzie. Wczoraj byłam w restauracji, gdzie jest taki właśnie "ogród", a nie jedynie "ogródek":

W sobotę, w restauracji bardzo blisko plaży, będę miała okazję wziąć udział
w spotkaniu blogerów książkowych, autorów i czytelników. Dziś dostałam obszernego maila z opisem sposobu trafienia do restauracji, namiarami na dobrą firmę taxi itp.itd. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Gdy organizatorzy, jakiejś imprezy, przysyłają ci swoje numery telefonów  - "w razie nieprzewidzianych sytuacji", to jeszcze przed spotkaniem, czujesz się, jak troskliwie podejmowany gość.
Szykuję książki na wymianę podczas sopockiego spotkania, wybieram smakowite "kąski". Jedną z dobrych książek, które ostatnio przeczytałam jest kryminał Błażeja Przygodzkiego pt. "Niech strawi cię płomień". Książka sprawnie napisana, spodoba się tym, którzy w kryminałach szukają raczej zagadki, niż "hardcorowych" opisów.

poniedziałek, 27 czerwca 2016
Upał zelżał

Po mega gorącym weekendzie - nie mogę się nacieszyć kojącym powrotem
do neutralnej temperatury. ;) Upał nie przeszkadza mi, gdy mogę w 100% decydować o tym, co robię danego dnia. Wczoraj, gdy w cieniu było 34 stopnie - musiałam podróżować autobusem i było to doświadczenie dość mocne. ;)
Ponieważ jechałam na ślub, zrobiłam wcześniej dwie okolicznościowe kartki.

Po powrocie - cola z lodem smakowała mi, jak nigdy! A w TVP2 o 23.00. był koncert Korteza, a po nim film pt. "Erratum" z Tomaszem Kotem w roli głównej. Prawdziwa, niespodziewana - uczta kulturalna. Dzięki wakacjom, nie musiałam się martwić,
jak ja rano wstanę.
Czas umila mi, odkryta przypadkiem na wyprzedaży w księgarni książka kryminalna:

Nie znałam wcześniej tego autora, ale świetnie mi się go czyta. Tak dobrze,
że zamierzam sprawdzić, czy w tej księgarni nie ma innych pozycji Błażeja Przygodzkiego. Lubię takie niespodzianki. Zawsze zastanawiam się wtedy nad mocą marketingu. Zwłaszcza po serii rozczarowań, gdy kupowałam książkę zachęcona tym, że jest o niej "głośno" i nie byłam w stanie doczytać jej do końca,
bo zwyczajnie mnie nużyła.

środa, 22 czerwca 2016
Zapachniało wakacjami!

Nie dość, że pachnie jaśminowo i lipowo, to jeszcze zapachniało wakacjami! Uwielbiam te ostatnie dni, przed dwoma wolnymi miesiącami. ;)

W sklepie drugiej szansy, kupiłam malutką tackę w sam raz na wakacyjną kanapkę:

Poczyniłam też wakacyjne plany. Trzeci raz wybieram się na super spotkanie:

09:25, kardamonowa
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 czerwca 2016
Psychodeliczny chaos

Przeczytałam bardzo ciekawą książkę:

Czytałam wcześniej w jakiejś gazecie o dziewczynie, która z nowo poznanym
(na portalu randkowym) mężczyzną, wybrała się w trzytygodniową podróż bez bagażu, bez planu, bez wielkiego budżetu. Z jedną, zieloną sukienką i torebką. ;)
Dziewczyna napisała książkę, która jest relacją z tej podróży. Czytało mi się świetnie, zwłaszcza w podróżach do pracy i z pracy. Ta książka skłania do refleksji nad tym, czego właściwie potrzebujemy, żeby czuć się komfortowo i jakie są nasze osobiste granice ryzyka. 
Podróżując, autorka i jej partner korzystali z  couchsurfingu i jedno z mieszkań
w którym nocowali podsumowali słowami - psychodeliczny chaos. ;) 
Czasem w życiu człowiek ma takie okresy, które możnaby dokładnie tak określić - psychodeliczny chaos. ;) Myślę tak chwilami o obecnym czasie w swoim życiu.
Na szczęście na horyzoncie są już wakacje.
Chaos, czy nie - niespodzianki się zdarzają i tym sposobem, tuż za sklepem Biedronka, w środku miasta znalazłam makowe pole:

Zrobiłam tam rumiankowo - chabrowy bukiet:

 

piątek, 27 maja 2016
Skąd czerpać natchnienie?

Znalazłam piękny cytat, który podpowiada skąd czerpać natchnienie:

„Kradnij ze wszystkiego, co rozbudza inspirację lub karmi wyobraźnię. Pochłaniaj stare filmy, nowe filmy, muzykę, książki, obrazy, zdjęcia, wiersze, sny, przypadkowe rozmowy, budynki, mosty, znaki drogowe, drzewa, chmury, akweny, światła, cienie. Kradnij tylko to, co bezpośrednio porusza twoją duszę.”
                                                                                                                  Jim Jarmusch

Jeśli chodzi o sny, to dziś śniło mi się, że byłam w Sopocie i tuż przed przebudzeniem, przedłużałam pobyt w... Sheratonie ;))))))))))). Grunt to rozmach!
A popołudniu, w sklepie drugiej szansy, poruszył moją duszę, ręcznie malowany talerzyk. Ma tyle samo lat, co ja. Kosztował 2,50zł, ale zapłaciłam 50%, gdyż piątek okazał się dniem promocji. Kolacja będzie zatem uskrzydlona!





18:58, kardamonowa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 maja 2016
Dzień zarezerwowany dla Mamy ;)

Uwielbiam Dzień Matki. Już wczoraj z radością obserwowałam małych i dużych
z bukietami w rękach, szykujących się do uczczenia swoich mam. :)
Sama zaplanowałam dwie wersje niespodzianki dla mamy - plan A i plan B.
Na szczęście los mi pod każdym względem sprzyjał i w realizacji jest plan A -
z mnóstwem czasu, bukietem białych piwonii i fajnym prezentem. Idę dziś na obiad
i kawkę do mamy i bardzo się cieszę, że siebie mamy. ;)

13:10, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 maja 2016
Zauroczona

Wczoraj na plaży w Sopocie, otworzyłam napój Tymbark, a pod nakrętką był napis "zauroczona". I faktycznie - byłam i jestem zauroczona majowym weekendem
w Sopocie. Pięknymi, słonecznymi dniami, wypełnionymi przyjemnościami.
Odwiedziłam Sopotekę, gdzie w piątek był pokaz możliwości drukarki 3D. Bardzo podoba mi się wystrój tej biblioteki, a szczególnie wygodne siedziska i leżanki do czytania. Zrobiłam sobie przegląd prasy w komfortowych warunkach.
Oprócz tego, złapałam trochę słoneczka, jadłam pyszne lody (sorbet ogórkowy&słony karmel!), zostawiłam tradycyjnie trochę pieniędzy w Tigerze ;).
Ale sami rozumiecie, że spinacze - ptaszki są niezbędne do suszenia majowego prania ;).
W H&M widziałam ręczniki z  informacją, jak mieć "plażowe ciało". Przepis jest prosty: trzeba mieć ciało i pójść na plażę. ;)))))))))))))
Jedną z fajniejszych rzeczy, która mi się przydarzyła w ten weekend był przypadkowy udział w krótkim koncercie bębniarzy na Placu Przyjaciół Sopotu. Jakaż w tym była moc! ;)
A dziś rozpoczyna się festiwal "Dwa Teatry", ale niestety obowiązki wzywały i nie mogłam skorzystać z tej szansy... ;).

16:55, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »