RSS
niedziela, 12 listopada 2017
Pilna potrzeba pilei...

Pilna potrzeba posiadania pilei - została zaspokojona. Mam i ja! ;)))))))) Od miesięcy, pilea jest modna, podobnie jak monstera. Tak się składa, że obie te rośliny były czymś powszechnym w czasach mojego dzieciństwa. Wzbudzają we mnie wspomnienia, tak, jak herbata pita w szklankach. ;) Dlatego, bardzo chciałam mieć pileę. I jak to zwykle bywa, im bardziej jej poszukiwałam, tym bardziej, nigdzie jej nie było. ;)))))))))) Ale w końcu mogę się cieszyć jej urokiem, skrytym w prostocie.
Jak mija Wam długi weekend? Nie udało mi się wyjechać, ale jestem zadowolona z małych przyjemności. Byłam na basenie w SPA, skorzystałam z masaży wodnych. Przeczytałam dwie wciągające książki (m.in. "Był sobie chłopczyk" Ewy Winnickiej). Wyspałam się. A za godzinę, wybieram się na "Listy do M":



A od jutra, znów czekają mnie bardzo pracowite dni, ale kolejne listopadowe weekendy też będą dla mnie filmowe, bo na ekrany wchodzą: "Najlepszy" i "Cicha noc" - filmy, które muszę zobaczyć.

piątek, 03 listopada 2017
Poszukując jasności

Ostatnio, mam bardzo fajną sytuację jako czytelniczka - służbowo, zrobiłam duże zakupy książkowe i jeszcze przez ładnych parę tygodni, będę miała coś interesującego do czytania, na wyciągnięcie ręki i to bez konieczności wyciągania portfela. ;)
Bardzo na czasie, listopadowo, zaduszkowo, refleksyjnie - polecam Wam książkę Niny Riggs "Jasna godzina". Na zdjęciu - na tle mojego szala ze sklepu drugiej szansy. ;)
To piękna książka - pamiętnik kobiety chorej na raka piersi. Bardzo przypomina mi blogowanie Magdy Prokopowicz i Joanny Sałygi. Jest w tej książce potężna dawka inspiracji, aby "chwytać dzień!".
Listopad ze swoimi ciemnościami jest dość specyficznym miesiącem. Jasnymi punktami są - świetne warunki do czytania (długie wieczory!), kolorowe skarpetki, dużo okazji do zapalania świec.
We wtorek, wybieram się na koncert Kuby Badacha i bardzo, bardzo się cieszę perspektywą tego muzycznego wieczoru. Nie mogę się wręcz doczekać, bo wiem, że to będzie uczta duchowa.

niedziela, 15 października 2017
Osowieć można...

Zrobiłam sobie w tym tygodniu, dzień kobiecych przyjemności, który obejmował m.in. wizytę w Ikea. A tam, czekały na mnie lampki - sowy. ;)))))))))) Oczywiście ich urok jest najlepiej widoczny w ciemnościach, a tych o tej porze roku nie brakuje.
Aby nie być osobą osowiałą, usiłuję wycisnąć z jesieni, co się da. Spacerować po kolorowych parkach, zapalać pachnące świeczki (kupiłam w Zara Home świecę o zapachu tuberozy), czytać wciągające książki... W ten weekend jest to kryminał "Kobieta ze znamieniem" Hakana Nessera. Jeszcze tego wieczoru poznam rozwiązanie zagadki kryminalnej i bardzo się z tego cieszę.
Jesienią i zimą lubię pić herbatę z sokiem malinowym, albo z cynamonem, cytryną
i pomarańczą (jaka w sopockiej Kavie zwana jest "Herbatą Mariusza"). Moim najnowszym odkryciem w tej dziedzinie jest syrop imbirowy:


Piłam w kawiarni rozgrzewającą herbatę imbirową i ku swojej radości, znalazłam później ten syrop. Pyszna sprawa.
Małą - wielką radością jest dla mnie seria plakatów Pawła Jońcy reklamujących... Biedronkę.

Zachwyciły mnie te plakaty na pewnej stronie internetowej dotyczącej ilustracji.
Gdy zrozumiałam, że to nie plastyczny żart, lecz reklama - specjalnie poszłam do sklepu po gazetkę. ;) Tym bardziej, że i hasło jest "w punkt". Ostatnio, jedna z moich koleżanek opowiadając o podróży po Polsce, spontanicznie stwierdziła,
że wszędzie, gdzie nocuje, ustala jak daleko jest najbliższa Biedronka... ;).
Na koniec, dla jasności dodam, że wszystko o czym napisałam powyżej jest wynikiem spontanicznych zachwytów i nie ma w sobie ukrytych podtekstów marketingowych. ;)

18:58, kardamonowa
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 października 2017
Dzień pełen czasu

Tytuł wpisu to taki mały żarcik, nawiązujący do obserwowanej przeze mnie ostatnio, akcji promocyjnej planerów. Grunt to chwytliwe hasło. Napisałam dziś całkiem długi wpis, po czym okazało się, że nie został opublikowany. Mam wrażenie, że blox - dąży do wyeliminowania blogerów poprzez swój sposób funkcjonowania.
Nie piszę często, ale mimo tego, zaskakująco często, trafiam na awarie i różne inne dziwne sytuacje...
Cieszę się dzisiejszym wolnym dniem. Mam w tym miesiącu bardzo dużo pracy, każda błoga chwila jest na wagę złota.
Bardzo dużo czytam. Tak się fajnie złożyło, że zyskałam dostęp do wielu interesujących książek - taki bonus związany ze zmianą pracy. Mam przed sobą około dwudziestu tytułów, które tej jesieni i zimy z pewnością przeczytam, a liczba ta wkrótce się zwiększy...
Poza tym, kupiłam sobie tablicę do bigowania i dziś mam zamiar poćwiczyć robienie "czekoladowników".
Pięknego dnia!

12:15, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 września 2017
Jesienny łyk kultury

Pisałam kiedyś na blogu o tym, że bardzo lubię niespodziewanie trafić na dobry film, czy program w telewizji. Czasem na coś czekam, jak dziś na Retransmisję rozdania nagród 42. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, ale bywa, że się po prostu przypadkiem na coś interesującego natknę. Tak było wczoraj z filmem "Snajper". W czasie, gdy był prezentowany w kinach - nie zainteresował mnie, chociaż widziałam reklamy. A w telewizji, najpierw oglądałam mimochodem,
a później z wielkim przejęciem. Tym bardziej, że scenariusz został oparty na prawdziwych losach amerykańskiego żołnierza.
Za chwilę, idę odebrać z Empiku książkę o Ani Przybylskiej i pewnie cały weekend będzie wypełniony lekturą.


Poza tym, jak przystało na wrzesień - gromadzę zapasy. ;) Są to zapasy notesów, długopisów, kolorowych pisaków. ;) Włącza mi się syndrom szkolny i nic na to nie poradzę. Tym bardziej, że pisania, notowania, bazgrania - w mojej codzienności jest sporo. Dwa wspaniale wyposażone sklepy papiernicze, które mijam w drodze do pracy odbieram, jako przeznaczenie. ;))))))))))

13:36, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 września 2017
Intensywnie

Gdybym miała jednym słowem podsumować ostatni tydzień, byłoby to słowo - intensywnie. Pierwszy tydzień po wakacjach zawsze taki jest. To nieuchronne. Dlatego, zaplanowałam sobie na weekend różne przyjemności. Między innymi, byłam na Europejskim Festiwalu Smaku. Zrobiłam okolicznościowe zakupy, np. mam tak pięknie zapakowaną włoską kawę:

W skrzynce na listy, znalazłam katalog IKEA, gdyż ku mojej radości, od niedawna jesteśmy "sąsiadami":

A wisienką na torcie jest fakt, że byłam dziś na swej pierwszej po wielu latach lekcji języka angielskiego. ;)))))))))))

Powiedziałam sobie: "śmiało! jeszcze nie jest za późno!" ;))))))))))))

20:43, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 września 2017
Odpowiedź na wszystko się znajdzie...

Czytając książkę o miłości nauczycielki i bezdomnego, przypomniałam sobie podobną historię, tym razem realną - opisaną kilka lat temu w prasie. Zadawałam sobie pytanie - co z nimi? Jakież było moje zdziwienie, gdy sięgając po wrześniowy numer "Urody życia", otrzymałam odpowiedź. Otóż - nie ma już tej pary, to się jednak nie powiodło. Ale za to, dziewczyna wciąż działa na rzecz bezdomnych i nawet utworzyła fundację "Daj herbatę".
Lubię takie sytuacje, gdy myślisz o czymś i jakby ktoś czytał w tych myślach - dostajesz odpowiedź.
Moją odpowiedzią na koniec wakacji był piękny, słoneczny dzień spędzony praktycznie w całości na przyjemnych spotkaniach w restauracyjnych ogródkach. ;) Perspektywa pracowitego września, znacznie lepiej smakuje wraz z sernikiem
z jagodami. ;)

11:57, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 sierpnia 2017
Taka sytuacja

Przeczytałam tę książkę - skuszona tytułem. ;) Główna bohaterka jest nauczycielką angielskiego. Poznaje na ławce ... bezdomnego. Zaczyna się z nim spotykać, a po krótkim czasie, zamieszkują razem (jak nietrudno zgadnąć - u niej ;)).
Generalnie - historia wydawałaby mi się kompletnie nieprawdopodobna. Bajkowa. Gdyby nie jeden drobiazg. Otóż, jakiś czas temu, czytałam w "Wysokich Obcasach" reportaż o dziewczynie, która pomagała bezdomnym na Dworcu Centralnym
w Warszawie. Przynosiła im kanapki i herbatę. I po pewnym czasie, ku rozpaczy rodziny, związała się z jednym z nich... Artykuł był bardzo ciekawy i wzbudził sporo kontrowersji. Mimo, że związek już trochę trwał w chwili , gdy o tej parze powstawał tekst - dziewczyna nadal była "głównym żywicielem rodziny". Ciekawe, czy wciąż są razem? Czy im się powiodło?
Lubię takie sytuacje, gdy książka, którą się szybko czyta i nie jest jakąś głęboką powieścią - rodzi w człowieku, mimo wszystko, ciekawe refleksje i pytania...

Tagi: książka
12:20, kardamonowa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 sierpnia 2017
Morze zmian

Tydzień temu byłam nad morzem, na festiwalu Literacki Sopot.
Jestem fanką tej imprezy, sprawiła mi, jak zwykle, dużo frajdy. Najbardziej podobało mi się spotkanie z Dorotą Masłowską. Bardzo wyrazistą, bystrą dziewczyną z dużym poczuciem humoru.
Spotkania z pisarzami, na plaży, na leżakach, mają niepowtarzalny klimat.
Podczas majowego pobytu w Sopocie, zachwyciłam się kwiaciarnią "Floks".
Ku mojemu zdumieniu - okazało się, że w tzw. międzyczasie (a minęło raptem trzy miesiące) - przestała ona istnieć...
Odkryłam za to przepyszne jagodzianki od Szydłowskiego. Dwa razy droższe,
niż jagodzianki w moim mieście, ale za to tak pyszne, że warte swojej ceny. Dzięki nim, to były w dosłownym tego słowa znaczeniu - słodkie dni.
A po powrocie z wyjazdu, zmieniłam pracę. Czekam teraz na rozpoczęcie nowego roku szkolnego, który dla mnie będzie nowym rozdziałem "kariery" zawodowej... ;) Słowo - klucz: "śmiało", jak najbardziej mi się przydało... ;)

środa, 16 sierpnia 2017
Jak piórka...

Wakacyjne dni są lekkie, jak piórka i tak delikatnie, niepostrzeżenie odlatują...
Lubię piórka, dlatego spodobała mi się pierzasta seria empikowych artykułów biurowych. Kupiłam sobie teczkę tekturową i piórnik. Bardzo lubię nosić w torebce liczne pisaki, więc piórnik mi się przydaje.
Jutro o tej porze będę już nad morzem! Uwielbiam moment, gdy mogę wypowiedzieć tę kwestię. ;) Będzie to wisienka na torcie lata'2017!
Przeczytałam ostatnio bardzo ciekawą książkę biograficzną:

W ogóle nie interesuję się fantastyką, ani nie czytam książek z tej dziedziny, a mimo tego, biografia Stanisława Lema była dla mnie wciągającą lekturą. Lubię czytać
o życiu niebanalnych postaci (nawiasem mówiąc - nie jestem pewna, czy istnieją banalni ludzie, intuicja podpowiada mi, że nie).
Kiedyś po lekturze dzienników Osieckiej, cytowałam jej opis wakacji w Sopocie, który wypisz wymaluj - można by odnieść do współczesnych, letnich dni w tym kurorcie.
Lem kochał wyjazdy do Zakopanego i odzwierciedlenie tego znajduje się w książce o nim. Co ciekawe - współcześnie, nieraz narzekamy na koszty wyjazdów. Okazuje się, że takie są odwieczne prawa turystyki ;))))))))). W listach Lema do znajomych
i przyjaciół jest wiele wzmianek o tym, jak urlop drenuje kieszeń. Nieco mnie to pokrzepiło w przededniu wyjazdowych wydatków. ;) Skupię się na zyskach, nie na kosztach. ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 152